Na City of Manchester Stadium można było zobaczyć aż sześć bramek, czyli więcej, niż łącznie w sobotnich spotkaniach. WBA napędziło sporego stracha drużynie napędzanej petrodolarami. W drugim spotkaniu Tottenham ograł Newcastle i sytuacja „Srok” jest coraz dramatyczniejsza.
Mimo że „Citizens” prowadzili po 21 minutach już 2:0, goście zdołali wyrównać po dwóch trafieniach Chrisa Brunta. Co ciekawe, pierwszego gola zdobył Robinho, dla którego było to pierwsze trafienie od jedenastu spotkań.
WBA z remisu cieszyła się tylko dwie minuty, bowiem wtedy faulowany w polu karnym był Brazylijczyk Elano i właśnie on zamienił jedenastkę na bramkę dającą trzy punkty. Wielkie strzelanie przy Meyserside zakończył w doliczonym czasie gry Darren Sturridge, który zastąpił na murawie bezproduktywnego Filipa Caicedo.
Tylko ręka Boga uratowałaby w tym momencie drużynę z Londynu od degradacji, natomiast Manchester City nie składa broni w walce o grę w europejskich pucharach w przyszłym sezonie.
Dramat Shearera
Newcastle przegrało kolejne spotkanie. Tym razem na White Hart Lane z Tottenhamem, który w tym meczu był zdecydowanie lepszą drużyną, a wynik zaledwie 1:0 trzeba tłumaczyć nieskutecznością gospodarzy. „Koguty” prowadziły po tym, jak Darren Bent na raty pokonał Stevena Harpera. Po zmianie stron Alan Shearer desygnował do gry kolejnych trzech napastników, a jego mina wskazywała na to, że najchętniej sam wskoczyłby na murawę. Jego „Srokom” prawie udało się wyrównać, gdy do siatki trafił Michael Owen. Sędzia uznał jednak, że Anglik faulował przy tej sytuacji bramkarza gospodarzy.
Newcastle na pięć meczów przed końcem sezonów ma cztery punkty straty do miejsca gwarantującego utrzymanie w Premier League.










