Na Britannia Stadium przyjechał dziś lider angielskiej Premiership. Piłkarze Rafy Beniteza liczyli na „spacerek” po trzy punkty. Jak się okazało, drużyna Stoke City zaplanowała popsuć plany „The Reds”.
Mecz rozpoczął się tak, jak wszyscy zakładali: Liverpool miał przewagę i rozgrywał piłkę na połowie cofniętego rywala. Taka sytuacja utrzymała się tylko przez kilka pierwszych minut. Z minuty na minutę przewaga gości malała, a tempo zaczęli dyktować podopieczni Tony’ego Pulisa. Na pewno wierzyli, że ten mecz może się skończyć dla nich korzystnie. W pierwszym meczu obu drużyn w zeszłym roku na Anfield Road padł remis 0:0, tak więc obie drużyny mają swoim kibicom coś do udowodnienia. Kibice Liverpoolu nie mieli żadnych złudzeń, kto powinien wygrać, i innej opcji nie przyjęliby do wiadomości. Największym zagrożeniem dla obrońców Stoke miał być Gerrard oraz Riera. Ze strony gospodarzy kibice bardzo liczyli na rzuty z autu Rory’ego Delapa i związane z nimi zagrożenie pod bramką. Jeszcze żaden zespół w lidze nie znalazł na niego odpowiedniej recepty. Riera miał być bohaterem spotkania; po ostatnich dobrych występach w lidze dziś zagrał bardzo przeciętnie. Grał bardzo samolubnie i próbował sam z piłką sforsować całą obronę Stoke, za co w 60. minucie został zmieniony. Gerrard grał jak zwykle dobrze i kilkakrotnie groźnie uderzał na bramkę Sorensena.
Momentami mogło się wydawać, że to Stoke jest obecnie najlepszą drużyną ligi, a Liverpool zajmuje osiemnaste miejsce… Przy każdym rzucie z autu, wykonywanym przez Rory’ego Delapa, cała obrona Liverpoolu, z Samim Hyypią na czele, wpadała w panikę i wybijała piłkę na „na oślep”. Do 80. minuty gra była bardzo wyrównana i najbardziej sprawiedliwym wynikiem wydawałby się remis. Ostatnie 10 minut należało już wyłącznie do „The Reds”. Gospodarze „zamurowali” bramkę i całą jedenastką bronili się we własnym polu karnym, skupiając się przede wszystkim na tym, aby nie dopuścić do strzału Stevena Gerrarda. Na nic się to zdało, Gerrard stosunkowo łatwo dochodził do strzału, lecz zabrakło mu skuteczności, a czasami również szczęścia, kiedy trafiał w słupek i poprzeczkę. Spotkanie zakończyło się dokładnie takim wynikiem jak na Anfield Road. Z wyniku 0:0 na pewno usatysfakcjonowani mogą być piłkarze Stoke City.










