Dziś o godzinie 17:00 na londyńskim White Hart Lane miejscowe „Koguty” podejmowały ekipę „The Pompeys”. Jak stwierdził niedawno Phil Brown, trener beniaminka z Hull, w walce o pozostanie w Premiership będzie uczestniczyło 14 zespołów. Mecz w Londynie był początkiem walki o byt w Premiership…
-To dla nas najważniejsze spotkanie, gramy u siebie i jak wygramy to przeskoczymy kilka zespołów. Będzie ciężko, ale musimy myśleć tylko o zwycięstwie. Nie możemy wybierać spotkań, w których zaczniemy wygrywać – musimy zwyciężyć w tym meczu i wtedy zobaczymy co się stanie. – tak do tego spotkania odniósł się Vedran Corluka, obrońca Tottenhamu.
„Koguty” przed dzisiejszym spotkaniem plasowały się na ostatniej, dwudziestej pozycji z dwudziestoma punktami. Mimo iż Portsmouth jest siedem oczek wyżej, ma na koncie jedynie trzy punkty więcej. Dzisiejszej konfrontacji „smaczku” dodaje fakt, że jeszcze w październiku, obecny szkoleniowiec „Spurs” prowadził drużynę Portsmouth. Przeniósł się jednak do Londynu, aby wyciągnąć swoją nową drużynę z kryzysu. Jak na razie idzie mu to nie najgorzej, bo styl gry „Kogutów” jest o niebo lepszy niż na początku sezonu.
Mecz obydwie drużyny rozpoczęły w najsilniejszych składach. Z minuty na minutę gospodarze mieli coraz więcej miejsca i oddawali groźne strzały na bramkę Davida Jamesa, który był dziś w bardzo dobrej dyspozycji. Niestety po kilkunastu minutach gra zaostrzyła się, w wyniku czego dwóch zawodników Tottenhamu, tj. Roman Pavlyuchenko i Ledley King, musieli opuścić plac gry z powodu kontuzji. W pierwszej połowie kibice nie obejrzeli ani jednej bramki, a lekkie powody do zadowolenia mogli mieć ewentualnie fanatycy „Kogutów”. Ich ulubieńcy przeważali przez pierwsze 45 minut i byli bliżej zdobycia bramki.
Tony Adams w przerwie meczu musiał zdradzić swoim podopiecznym skuteczną receptę na walkę z Tottenhamem. Piłkarze Portsmouth cofnęli się na swoją połowę i czekali na stosowną okazję do wyprowadzenia szybkiej kontry. Jak się okazało już w 59. minucie, owa taktyka była strzałem w dziesiątkę. Jeżeli troszkę by to powiedzenie przeinaczyć na „strzałem dziesiątki”, to również w tej sytuacji okaże się trafne. Akcja rozpoczęła się po świetnej obronie strzału Lennona przez Davida Jamesa. Bramkarz „The Pompeys” szybko wznowił grę, inicjując błyskawiczną kontrę wykończoną przez zawodnika z numerem 10, Davida Nugenta, który silnym strzałem z narożnika pola karnego pokonał Gomesa. Portsmouth po objęciu prowadzenia znów zamknęło i na własnej połowie, ale podrażnieni wynikiem gospodarze szybko rzucili się do odrabiania strat. W 70. minucie Modrić fantastycznym podaniem „obsłużył” Jermaine’a Defoe i napastnik wpakował gola swojemu byłemu klubowi, nie dając szans James’owi przy strzale w górny róg bramki.
Spotkanie zakończyło się remisem 1:1. Harry Redknapp i jego piłkarze na pewno będą czuli niedosyt. W szczególności „pluć sobie w brodę” powinien Darren Bent, który na 10 minut przed końcem meczu, po dośrodkowaniu O’Hary, nie potrafił strzałem z kilku metrów skierować piłki do siatki.










