Już w sobotę rozpocznie się ostatnia w tym roku kalendarzowym seria gier w angielskiej Premier League. Nagromadzenie spotkań w ostatnich dwóch tygodniach to nie lada wysiłek dla występujących na Wyspach graczy, ale dla nas jest to większa szansa na zobaczenie ulubionych zawodników i klubów w akcji. Najwięcej emocji czeka nas w niedzielę na Goodison Park, gdzie Everton podejmie Chelsea Londyn.
Po emocjonującym Boxing Day na Wyspach piłkarze ledwo odsapnęli i już muszą ponownie wybiegać na boiska, by walczyć o ligowy prym czy też byt. 20. kolejka Premier League rozpocznie się od meczu pomiędzy Sunderlandem a Tottenhamem na Stadium of Light. Pierwszy gwizdek zabrzmi o 13:45. Obydwie drużyny ostatnimi czasy nie mają na co narzekać, mimo że ich sytuacja w tabeli jest całkowicie odmienna. „Czarne Koty” dopiero co zdążyły uciec ze strefy spadkowej, a „Koguty” dzielnie walczą o miejsce zaraz za podium. Ostatnie ligowe zmagania dla podopiecznych zarówno Martina O’Neilla, jak i Andre Villasa-Boasa były korzystne i obfitujące w punkty. Sunderland sensacyjnie pokonał u siebie Manchester City, a kolejkę wcześniej zdobył komplet oczek w meczu z Southamptonem. W ostatnich czterech rundach spotkań „Czarnym Kotom” udało się zebrać dziewięć na dwanaście możliwych punktów, co szybko zaowocowało awansem na trzynastą lokatę w lidze. Jeszcze lepiej radzi sobie ostatnio Tottenham. „Koguty” co prawda w czterech ostatnich potyczkach zdobyły o dwa oczka mniej niż ich sobotni przeciwnicy, ale jeśli weźmiemy pod uwagę ostatni pojedynek, gospodarze na Stadium of Light będą mieli się czego obawiać. Warto też nadmienić, że w bezpośrednich pojedynkach pomiędzy tymi klubami rachunki praktycznie się wyrównują. Na 96 spotkań Tottenham zwyciężał 35-krotnie, podczas gdy Sunderland wychodził z bitew zwycięsko jeden raz mniej. „Czarne Koty” po raz ostatni przed własną publicznością przegrały z londyńskim zespołem w lutym 2011 roku.

O 16:00 na Old Trafford Manchester United, który w szalonym meczu z Newcastle umocnił się na lokacie lidera, będzie gościł West Bromwich Albion. Drużyna prowadzona przez Steve’a Clarka jest rewelacją obecnych rozgrywek i na półmetku zajmuje szóste miejsce. Jest to również ekipa, która wyjątkowo dobrze leży klubowi prowadzonemu przez Fergusona. WBA nie wygrało z Manchesterem United od szesnastu ligowych spotkań. Ostatnie zwycięstwo „The Baggies” nad MU w lidze fani zobaczyli w marcu 1984 roku. Po znakomitym starcie sezonu w wykonaniu West Bromu przyszła chwila załamania formy, ale wszystko wskazuje na to, że trener WBA nastawił już maszynę tak, jak trzeba. W ostatnich trzech meczach West Brom zgarnął siedem oczek i dzięki temu nie obsunął się dalej w głąb tabeli. Manchester United, choć traci wyjątkowo wiele bramek w tym sezonie, nie przegrał od siedmiu ligowych kolejek i utrzymał lokatę lidera Premier League. Historia spotkań tych klubów oraz miejsce rozgrywania sobotniego starcia każe wskazać nam jako faworyta Manchester United. Biorąc pod uwagę dziurawą jak sito defensywę „Czerwonych Diabłów” w tym sezonie, możemy się spodziewać kolejnego porywającego widowiska. Być może w meczu z WBA do pierwszego składu wróci Kagawa, który wyleczył już uraz i od wtorku trenuje z pierwszą drużyną. Na boisku za to na pewno nie zobaczymy Wayne’a Rooneya, który nabawił się kontuzji kolana i do pełni sprawności powróci za trzy tygodnie.












