Jeszcze niedawno piłkarska Anglia elektryzowała się derbami Liverpoolu. Teraz przyszedł czas na odwieczne derby północnego Londynu w ramach 25. kolejki Premier League. Jeżeli Arsenal potknie się i w tym spotkaniu, może zapomnieć o grze w Lidze Mistrzów. Na to czeka głównie Aston Villa, która zmierzy się na wyjeździe z Blackburn Rovers.
Kolejkę rozpocznie jednak o 13:45 Manchester City wraz z Middlesbrough. Goście są w sobotnim pojedynku skazywani na porażkę. Grają fatalnie na wyjazdach, zajmują przedostatnią pozycję w tabeli. W dodatku u „Citizens” nastroje są coraz lepsze o czym świadczą wyniki ostatnich spotkań. Piłkarze Marka Hughesa awansowali już na dziesiątą pozycję w tabeli co i tak przy obecnym budżecie jest lokatą śmiesznie niską. Jutrzejszy mecz pokaże także, ile tak naprawdę do drużyny wnoszą nowi zawodnicy. W pierwszym meczu pomiędzy tymi drużynami padł wyniki 2:0 dla „Boro”. A pamiętać jeszcze należy o tym, iż podopieczni Garetha Southgate’a wygrali w tamtym sezonie z City aż 8:1.
Ucieczka od peletonu
Wszystkie czołowe drużyny za wyjątkiem Chelsea swoje spotkania rozegrają na wyjeździe. Przeciwnicy nie należą jednak do najtrudniejszych, dlatego też czołówka powinna zainkasować po trzy punkty.

Tak też Aston Villa jedzie do Blackburn, które znajduje się w strefie spadkowej. Gospodarze pod okiem Sama Allardyce’a grają trochę lepiej, ale i tak mają minimalne szanse na zatrzymanie „The Villans”. Tym bardziej, że w środku tygodnia długo męczyli się w Pucharze Anglii z Sunderlandem, zapewniając sobie zwycięstwo dopiero po dogrywce. Podopieczni Martina O’Neilla także grali w środku tygodnia w FA Cup, ale przeciwnika mieli dużo łatwiejszego. Ostatnie ligowe spotkanie wprawdzie zaledwie zremisowali bezbramkowo z Wigan. Ciężko jednak mówić o zadyszce drużyny, gdyż w tamtym spotkaniu Aston Villa miała ogromną przewagę, a brak goli wynikał tylko z braku skuteczności zawodników. Tymczasem do składu wracają Emile Heskey i Stillian Petrov, dlatego też o sytuacje podbramkowe nie trzeba się będzie martwić.
Po porażce na Anfield po raz kolejny od dna będzie się musiała odbić Chelsea. Mimo, że Roman Abramowicz coraz bardziej traci cierpliwość do Felipe Scolariego, to jednak cały czas Brazylijczyk pozostaje na swoim stanowisku. „The Blues” przeciwnika nie będą mieć trudnego, bowiem spadające na łeb na szyję Hull. Do tego goście będą poważnie osłabieni brakiem Cousina, Bullarda i Mendy’ego. Może te nazwiska nie powalają, ale ci zawodnicy to kluczowe postacie w drużynie Phila Browna. Jeżeli chodzi o personalia Chelsea, to najciekawszym wydarzeniem może być debiut wypożyczonego z Interu Mediolan Ricardo Quaresmy, który ma odrodzić się pod skrzydłami swojego ulubionego managera.










