Rozegrane zostało ostatnie spotkanie 34. kolejki Premiership. Zespół Newcastle United, bezpośrednio zagrożony spadkiem, nie zdołał pokonać na własnym stadionie Portsmouth.
Cel gospodarzy był jasny – tylko trzy punkty. Jedynie wygrana satysfakcjonowała podopiecznych trenera Alana Shearera. Anglik miał dokonać cudu, utrzymując drużynę z St. James’ Park w Premier League, jednak na razie do zrealizowania tego założenia jest bardzo daleko. „Sroki” grają bardzo słabo i postawą na boisku raczej nie zasługują na obronę przed spadkiem. Wydawałoby się, że mając w składzie tak doświadczonych graczy jak Damien Duff, Obafemi Martins czy w końcu Michael Owen, utrzymanie w szeregach najlepszej ligi w Europie to pestka. Jak się okazuje, to nie takie proste.
Portsmouth co prawda nie było dziś zespołem lepszym, ale trener gości może być zadowolony z jednego punktu zdobytego na tak gorącym terenie. Newcastle stworzyło sobie więcej sytuacji pod bramką rywala, ale w żaden sposób liczba groźnych akcji nie przełożyła się na końcowy rezultat. Obrona gości grała bezbłędnie i David James zachował czyste konto. „The Magpies” powinni do bólu na treningach doskonalić wykańczanie akcji. Newcastle to zespół, który w tym momencie musi wykorzystywać na tyle stworzonych sytuacji choć jedną czy dwie. Siłę ofensywną gospodarzy tworzyli Owen, Martins i Viduka. Żaden z napastników Newcastle nie potrafił pokonać Jamesa, mimo iż każdy z nich miał ku temu doskonałe okazje. Mało brakowało, a „Sroki” nie wywalczyłyby nawet jednego punktu; kontra Petera Croucha, który znalazł się sam na sam z Harperem, powinna zakończyć się golem, lecz Anglik strzelił prosto w golkipera Newcastle. Teraz podopieczni Alana Shearera powinni szybko zapomnieć o tym spotkaniu i już zacząć myśleć o następnym. W następnej kolejce Newcastle zagra z Liverpoolem na Anfield Road; gdyby stamtąd przywiozło jeden punkt, mógłby być to powód do dumy.










