Działania angielskiej federacji są piękne w swoim szaleństwie. W tradycyjnie ligowy weekend rozgrywano puchar, a tak zwaną pucharową środę zastąpią zmagania Premier League.
Fascynujący jest fakt, że mimo iście wakacyjnego podejścia do układu terminarza tej kolejki emocje tak czy owak są zagwarantowane, bo to w końcu Premier League. Nawet bez topowych szlagierów jesteśmy pewni nieoczekiwanego przystrojonego dużą liczbą bramek.

Kolejka numer 23 zacznie się na trzech boiskach równocześnie. Na Liberty Stadium zapolować na „Łabędzie” przyjedzie stołeczna Chelsea. Z ambitnych planów gości może wyjść niewiele, bo szeregi „The Blues” są dosyć mocno przetrzebione. Na pewno na murawie nie ujrzymy Ramiresa (kontuzja), Kalou i Drogby (PNA). Wątpliwy jest występ Franka Lamparda i Johna Obi Mikela. Gospodarze dysponują pełnym składem. Największą ciekawostką jest osoba Fernando Torresa, który ostatnią ligową bramkę strzelił właśnie przeciwko Swansea we wrześniu poprzedniego roku (sic!). Piłkarze z Liberty Stadium na swoją obronę mają fakt, że na własnym obiekcie stracili najmniej goli ze wszystkich drużyn w tym sezonie!
Na White Hart Lane przybędzie Wigan Athletic. Piłkarze Roberto Martineza potrzebują punktów równie mocno jak powietrza, bo ze wszystkich drużyn ekstraklasy zeszli najgłębiej w ligowej klasyfikacji. Wszystko wskazuje na to, że londyńczycy będą mogli skorzystać z Garetha Bale’a, a na ławce trenerskiej spokojnie usiądzie już Harry Redknapp. Wątpliwy jest występ Lennona i Defoe. Nie zagrają Huddlestone, Sandro i Gallas. Po stronie strat gości widnieją Maloney, Kirkland i Alcaraz, lecz Jones i Diame być może pojawią się w osiemnastkach meczowych. „The Latics” czeka ekstremalne zadanie. Gospodarze jako jedna z dwóch drużyn w historii Premier League strzelili dziewięć goli w jednym meczu. Zmasakrowani zostali właśnie piłkarze Wigan w listopadzie 2007 roku. Na ich szczęście listopadowy kat (Defoe, który strzelił pięć bramek w tym spotkaniu) nie wystąpi w tym meczu. Statystyki jednogłośnie pokazują miejsce gości w szeregu. Nie wygrali od siedmiu gier, a czyste konto zachowali raz na dziewiętnaście potyczek ligowych.

„Wilki” zagrają z „The Reds”. Gospodarze wyją, szczerzą kły i gryzą, wszystko po to, by wydostać się ze strefy spadkowej, natomiast siódmy Liverpool jest już o krok od piątego Arsenalu. Wolves wystąpią bez Henry’ego (czerwona kartka), O’Hary’ego i Zubara (kontuzje). Występ Frimponga i Craddocka stoi pod znakiem zapytania. Lucas, Suarez i Spearing to liverpoolczycy, którzy obejrzą to spotkanie z perspektywy domowej kanapy. Gospodarze najgorsze momenty przeżywają na początku spotkania (aż osiem goli straconych w pierwszych piętnastu minutach spotkania). „The Reds” również nie grzeszą. Średnio jedno na dwanaście uderzeń wpada do siatki. Obrońcy Liverpoolu muszą poświęcić wiele uwagi głównie napastnikom, bo wyobraźcie sobie, „Wilki” nie zdobyły jeszcze bramki zza pola karnego w tym sezonie…













