Tego już dawno nie było. Niedzielne mecze piętnastej kolejki Premiership stały pod znakiem batalii największych i najbogatszych firm w Anglii. Najpierw na murawę przy Maine Road wybiegli piłkarze Sir Alexa Fergusona i Marka Hughesa, aby zmierzyć się w wielkich derbach Manchesteru. Gdyby komuś emocji było mało, na deser podano bitwę w Londynie (o spotkaniu piszemy w osobnej relacji), gdzie Chelsea podejmowała Arsenal. Oba spotkania przedzieliły rywalizację Portsmouth z Blackburn i Tottenhamu z Evertonem.
Zanim obie jedenastki z Manchesteru rozpoczęły pojedynek o punkty, zażarta walka trwała przez tydzień w mediach. Angielskie gazety na każdym kroku przypominały o nieograniczonych możliwościach finansowych arabskich właścicieli The Citizens, których majątek jest szacowany na 250 miliardów dolarów. W dodatku dyrektor klubu z Maine Road, Garry Cook, podgrzewał atmosferę twierdząc, że City będzie za chwilę większe niż United.
Takie słowa mocno oburzyły szkockiego managera Czerwonych Diabłów. Na łamach „Manchester Evening” Ferguson powiedział: Dla mnie to jest cały czas ten sam klub, który nie zdobył żadnego trofeum od 1976 roku. Popatrzcie na tabelę. Czy oni są przed nami, tak jak Liverpool czy Chelsea? Wielkiego klubu nie buduje się w jeden sezon. Swoje dołożył Wayne Rooney: Z przyjemnością pokażę im, kto jest najlepszy w mieście. Przyznam, że bardziej niż ich nowy właściciel, motywują nas dwie porażki z zeszłego sezonu. Pomimo, że w zeszłym sezonie wygraliśmy mistrzostwo i Puchar Europy, nasi fani wypominają nam te dwa fatalne mecze.
Manager City, Mark Hughes, zresztą przed laty ulubieniec Fergusona, dosyć spokojnie odniósł się do wypowiedzi rywali zza miedzy. Zgadzam się z tym, co mówi Alex. Nie mamy jeszcze wielkiego zespołu, bo taki buduje się latami. Ale jesteśmy po fantastycznym tygodniu. Wygrane z Arsenalem i Schalke sprawiły, że moi piłkarze są gotowi, aby pokonać mistrzów Anglii. – zakończył Walijczyk.
Pierwsza połowa meczu potwierdziła słowa Wayne’a Rooney’a. Od początku spotkania supremacja „Czerwonych Diabłów” nie podlegała żadnej dyskusji. Piłkarze Fergusona dominowali pod każdym względem i tylko ich nieskuteczność powodowała, że do przerwy City przegrywali zaledwie jedną bramką. Co więcej, gospodarze meczu nie oddali przez całe 45 minut ani jednego celnego strzału na bramkę Van der Sara i przeprowadzili zaledwie jedną akcję bramkową, po której mogli uzyskać prowadzenie. Z kolei zawodnicy United co chwilę siali popłoch w szeregach The Citizens, jednak świetne sytuacje marnowali Rooney, Ronaldo, Berbatov, Fletcher i Evra.
Kiedy wydawało się, że do przerwy nie padnie żadna bramka, na cztery minuty przed końcem defensywa gospodarzy została w końcu złamana. Po akcji przeprowadzonej środkiem boiska, Park Ji-Sung zagrał do Michaela Carricka, który natychmiast oddał mocny strzał. Joe Hart uderzenie Anglika zdołał jeszcze sparować, ale wobec dobitki Rooney’a był już bezradny. W ten sposób napastnik „Czerwonych Diabłów” zdobył swojego setnego gola w lidze.
Na taki rozwój wypadków szybko zareagował Mark Hughes, przeprowadzając w przerwie dwie zmiany. Za Hamanna i Vassela weszli Elano i Zabaleta. Trzeba przyznać, że Walijczyk podjął trafne decyzje, bo gra momentalnie się wyrównała. Mimo tego faktu, to zawodnicy United znów przeprowadzili najgroźniejszą sytuację. Strzał Parka w ostatniej chwili zablokował jednak Richard Dunne.










