Po emocjach, jakie dostarczyły wszystkim fanom Premiership derby Londynu, niejako na deser otrzymaliśmy nie mniej pasjonujący pojedynek na Upton Park, gdzie przy komplecie widzów gospodarze podejmowali mistrza Anglii Manchester United.
Podopieczni włoskiego managera Gianfranco Zoli są ostatnio na fali. Ich fantastyczna seria sześciu meczów bez porażki, pozwoliła opuścić popularnym Młotom grupę zespołów zagrożonych spadkiem i wywindowała West Ham na siódme miejsce w tabeli. Co więcej, The Hammers potrafili już w tym sezonie odebrać punkty Liverpoolowi, Chelsea czy choćby tydzień temu Arsenalowi. Ich remis na Emirates nie był dziełem przypadku i można się było spodziewać, że drużyna z Upton Park postawi ciężkie warunki Fergusonowi i jego piłkarzom.
Z kolei United przystępowali do tego meczu pod małą presją. Wczorajsza wygrana The Reds na Fratton Park sprawiła, że Liverpool powrócił na fotel lidera. Tylko zwycięstwo z West Hamem pozwoliłaby Czerwonym Diabłom wrócić na pierwsze miejsce w tabeli Premiership. Wprawdzie Manchester ma jeszcze jeden zaległy mecz do wygrania, ale już dziś widać, że walka o mistrzostwo rozstrzygnie się w detalach. Dlatego Sir Alex Ferguson, po słabym początku sezonu, nie może sobie pozwolić na najmniejsze potknięcie.
Pierwsza połowa, która zakończyła się bezbramkowym remisem, przyniosła wszystkim dużą dawkę piłki na solidnym poziomie. Jedyne, czego brakowało przez te trzy kwadranse, to skutecznego wykończenia jednej z wielu akcji stworzonych przez obie drużyny. Szczególnie gospodarze potwierdzili, że ich obecna pozycja w tabeli jest efektem dobrej formy zespołu Gianfranco Zoli. West Ham prezentował się świetnie, prezentując odważny i ofensywny futbol i grając bez żadnego respektu dla utytułowanego rywala.
Na szczególne wyróżnienie zasługuje druga linia Młotów, w której brylowali Scott Parker i Mark Noble. Akcja tego drugiego z Carltonem Colem powinna zakończyć się w dwunastej minucie golem dla miejscowych. Na drodze Anglikowi stanął jednak niesamowity Edwin Van der Sar. Dwójka pomocników stworzyła Colowi jeszcze jedną sytuację, w której klasę musiał pokazać Nemanja Vidic i dzięki temu na przerwę oba zespoły schodziły przy wyniku 0:0.
Po stronie gości szczególną aktywność od początku spotkania wykazywali Tevez, Berbatov i Ronaldo. Każdy z nich miał swoją szansę na zdobycie gola, jednak bohaterem zespołu z Old Trafford został weteran Ryan Giggs. Walijczyk przeprowadził w 62. minucie akcję, z jakich słynie od lat. Jak za starych dobrych czasów, po otrzymaniu piłki na lewej stronie boiska, świetnym dryblingiem minął dwóch obrońców gospodarzy i płaskim mierzonym strzałem pokonał bezradnie interweniującego Roberta Greena. Trafienie na Upton Park jest pierwszym golem Giggsa w tym sezonie.
Utrata bramki wybiła West Ham z rytmu na tyle, że ich akcje kończyły się na szesnastym metrze przed polem karnym przyjezdnych. Cole, Di Michele i wprowadzony w drugiej połowie Savio, pomimo dużych chęci, nie potrafili się przebić przez szczelną obronę United. Najlepszą okazję na wyrównanie zmarnował w 68. minucie Carlton Cole, ale napastnikowi gospodarzy zabrakło zimnej krwi przy strzale z dwóch metrów, przez co piłka przeszła minimalnie obok prawego słupka Van der Sara.










