W dwóch niedzielnych spotkaniach, kończących 13. kolejkę Premiership padły dwa remisy, kibice obejrzeli dużo walki i sześć bramek. Everton znów nie wygrał na swoim stadionie a Hull przerwało złą passę trzech porażek z rzędu.
Od początku spotkania gospodarze narzucili swoje tempo gry i stwarzali sobie wiele groźnych sytuacji pod bramką strzeżoną przez Rossa Turnbulla. Piłkarze Middlesbrough zamknęli się na swojej połowie i czekali na okazję do skontrowania rywala. Ta nadeszła już w 8. minucie, po nieudanej akcji Evertonu piłkę do bramki Howarda wbił niepilnowany Gary O’Neil. Podopieczni Davida Moyes’a stworzyli sobie w pierwszej połowie o wiele więcej okazji do zdobycia gola, jednak popisali się w nich niechlubną nieskutecznością. Goście ograniczali się do nielicznych kontr, poza tym skutecznie powstrzymywali ataki Evertonu. Za kreowanie akcji ofensywnych gospodarzy odpowiedzialni byli Fellaini i szalejący na lewej stronie pomocy Mikel Arteta. Oni ze swoich obowiązków wywiązywali się świetnie, ale napastnicy nie zdołali zamienić na bramkę żadnej z wielu stworzonych im ku temu okazji.

Druga połowa rozpoczęła się analogicznie do pierwszej. Everton przeważał i znów straszył rywali groźnymi akcjami. Yakubu poprawił swoją skuteczność, w wyniku czego w 65. minucie mogliśmy zobaczyć bramkę jego autorstwa, strzeloną po dośrodkowaniu Artety z rzutu wolnego. Gospodarze wciąż jednak nie mogli być zadowoleni z wyniku na Goodison Park i zdeterminowani dalej oblegali pole karne Middlesbrough. Mimo iż zawodnicy z Liverpoolu kończyli mecz z trzema nominalnymi napastnikami, na boisku utrzymał się wynik remisowy, z którego cieszyć się powinni przyjezdni z Riverside Stadium. Gdyby Everton był dziś nieco bardziej skuteczny, wynik spotkania na pewno byłby inny i przemawiałby na korzyść gospodarzy.
Hull City – Manchester City
Kibice, którzy przybyli dziś na KC Stadium, mieli nadzieję zobaczyć „odrodzenie” Hull po trzech porażkach z rzędu i powrót swojej drużyny do formy z początku sezonu. Powód do radości fanom „The Tigers” dał już w 12. minucie obrońca „Citizens”, Tal Ben Haim, który fatalnie pomylił się, zbyt lekko podając do swojego bramkarza. Do piłki dopadł Cousin i bez trudu umieścił ją w siatce. W pierwszej połowie zobaczyliśmy bardzo niewiele bramkowych sytuacji, lecz, o ironio, bramek nie zabrakło. W 37. minucie gospodarze zafundowali gościom podobny prezent i „odpłacili” się za sytuację z początku meczu. Kamil Zayatte w swoim polu karnym zbyt daleko „wypuścił” sobie piłkę, do której natychmiast dobiegł Ireland i wyrównał na 1:1. W 43. minucie sędzia powinien podyktować rzut karny za zagranie ręką Turnera w polu karnym Hull, lecz nie wskazał na „jedenastkę”. Końcówka pierwszej odsłony to popis gości. Piłkarze schodzili do szatni przy wyniku 1:2, gdyż w ostatniej minucie drugie trafienie po składnej akcji i znakomitym podaniu ze skrzydła zaliczył Ireland.










