Nadchodząca kolejka Premier League będzie zdominowana przez jedno spotkanie – derby Liverpoolu pomiędzy „The Reds” i Evertonem. Ten pojedynek będzie rozegrany dopiero w poniedziałek. Wcześniej, w sobotę, o swoje punkty będą walczyły inne drużyny z czołówki.
Na Reebok Stadium Bolton stanie przed trudnym zadaniem, jakim niewątpliwie jest zatrzymanie rozpędzonych Mistrzów Anglii. „Czerwone Diabły” w przeciągu tygodnia ograły na Old Trafford Chelsea, Wigan i awansowały już na drugą pozycję w tabeli. Teraz podopiecznych sir Alexa Fergusona czeka wyjazdowy pojedynek w Boltonie, ale poza „Teatrem Marzeń” Man U wiedzie się średnio.
„Diabły” rok temu uległy „Kłusakom” 0:1 po bramce Nicolasa Anelki, który dzisiaj już jest postrachem bramkarzy w barwach Chelsea. Mizerne szanse na występ ma Ebi Smolarek, który opuścił mecz z Arsenalem, będąc kontuzjowanym. W szeregach gości zabraknie Wayne’a Rooney’a, który będzie pauzował około trzech tygodni. Jego miejsce zajmie Carlos Tevez, który zapewne po sezonie odejdzie z klubu. Nie zmienia to jednak faktu, iż jest to zawodnik, który w pojedynkę może wygrać nadchodzące spotkanie.
Beniaminek stracił impet?
Hull zagra u siebie z Arsenalem i z wielu względów będzie to bardzo ciekawy pojedynek. Jeszcze niedawno obie drużyny sąsiadowały ze sobą w tabeli, kiedy to „Tygrysy” były w stanie urwać punkty każdemu. Ich ofiarą byli właśnie „Kanonierzy”, którzy na Emirates Stadium ulegli 1:2. Teraz mają szansę na skuteczny odwet, gdyż absolutny beniaminek Premier League gra ostatnio bardzo słabo, przegrywając w lidze cztery ostatnie spotkania, z czego dwa bardzo wysoko.
Jak zwykle zdziesiątkowany kontuzjami Arsenal ostatnio swoją grą nie zachwyca, a zwycięstwa osiąga po wielkich męczarniach. Tak było w ostatnich pojedynkach z Boltonem i Portsmouth. Trzeba jednak przyznać, że „Kanonierzy” nie przegrali w lidze już od sześciu spotkań. Być może czas jeszcze bardziej odświeżyć kadrę (cóż za oksymoron) i postawić na Jacka Wilshere’a i Carlosa Vele?
Chelsea Londyn jest w ciężkim kryzysie, a w nadchodzącym czasie „The Blues” czekają dużo trudniejsze batalie niż ta jutrzejsza ze słabym Stoke. Dlatego piłkarze Scolariego muszą ten pojedynek bezapelacyjnie wygrać.
Ostatnio w klubie dzieje się prawdziwe kuriozum. Jeszcze niedawno Chelsea była najbogatszym klubem na świecie, teraz ma długi sięgające 900 milionów funtów, nie ma żadnych funduszy na transfery, grała beznadziejnie słabo w szlagierze z Manchesterem United, a lidera klasyfikacji strzelców, Nicolasa Anelkę, trzyma na ławce rezerwowych. Kto wie, może w tym szaleństwie jest jakaś metoda? W końcu „The Blues” cały czas są w czołówce.
„The Villans” bronią pozycji
Tymczasem inni krezusi z Manchesteru, „Citizens” podejmą u siebie Wigan i jest to mecz, który naprawdę wypadałoby wygrać. W końcu City ma aspiracje do Mistrzostwa Anglii i chce dać, bagatela, ćwierć miliarda (!) euro za jednego zawodnika, którym jest oczywiście Kaka. To pewnie więcej niż niektóre budżety małych afrykańskich krajów. Jednak to zadanie może się okazać za trudne dla podopiecznych Marka Hughesa, bowiem Wigan gra w tym sezonie zaskakująco dobrze i nawet w przegranym meczu z Man Utd „Latics” zaprezentowali się z bardzo dobrej strony. A w pierwszym meczu na JJB Stadium gospodarze wygrali 2:1.










