Na stadionie w Blackburn można było obejrzeć dużo walki, kilka ładnych strzałów oraz sprawiedliwy dla obu drużyn remis. Blackburn – Middlesbrough: 1:1.
Pierwszą połowę na Ewood Park łatwo można scharakteryzować tytułem: „Santa Cruz kontra Middlesbrough”. Paragwajczyk robił na boisku, co tylko chciał, bez wątpienia był najjaśniejszym punktem ekipy Paula Ince’a. Emanuel Pogatetz, który miał pilnować najlepszego strzelca Rovers, kompletnie nie dawał sobie z nim rady. Cud sprawił, że w 15. minucie Blackburn nie objęło prowadzenia po strzale właśnie Santa Cruza.
Piłka odbiła się od słupka, potem jeszcze od jednego obrońcy i wyszła poza pole gry. Raz tylko bramkarza gospodarzy zaskoczyli gracze M’boro. W 24. minucie Paul Robinson wyciągał piłkę z siatki po ładnym strzale Tuncay’a, aczkolwiek gol nie został uznany, gdyż sędzia dopatrzył się spalonego. Przewagę Blackburn odzwierciedla także statystyka celnych podań, w której gospodarze wyraźnie prowadzili 140 : 53.
W przerwie meczu Gareth Soutgate musiał dać do zrozumienia swoim podopiecznym, żeby zaczęli atakować, ponieważ na drugie 45 minut wybiegła zupełnie „inna” drużyna. Gracze Middlesbrough w końcu zaczęli atakować na bramkę Robinsona, co przyniosło oczekiwany efekt w 74. minucie. Wówczas po dokładnym strzale Alfonsa Alfesa goście objęli prowadzenie.
Od tego momentu drużyna z Riverside Stadium grała bardzo mądrze i nic nie wskazywało na to, że Blackburn odbierze im punkty. Mocno podrażnieni tą bramką gospodarze zdołali w doliczonym czasie gry zdobyć gola, który doprowadził do remisu. Autorem bramki był Benni McCarthy.










