Arsenal pokazał, że z Blackburn grać lubi i zwyciężył aż 4:0 po bramce van Persiego i hat-tricku Adebayora. W wieczornym szlagierze Chelsea wyraźnie lepsza od City, mimo że gospodarze prowadzili po debiutanckiej bramce Robinho.
Słowa o wahaniu formy piłkarzy Arsenalu pojawiły się po wyjazdowej porażce z Fulham. Dzisiejszy mecz pokazał jednak, że tamto wydarzenie z Craven Cottage było tylko wypadkiem przy pracy. „Kanonierzy” byli zdecydowanie lepsi.
Theo Walcott wystąpił ostatecznie od pierwszych minut i zrewanżował się za to już w 8. minucie asystą przy bramce Robina van Persiego. Później nie oglądaliśmy zbyt porywającego futbolu, ale jeszcze przed przerwą obudził się Emmanuel Adebayor i w swoim stylu, strzałem głową, umieścił piłkę w siatce. Pod koniec meczu dołożył jeszcze dwa trafienia, Arsenal zwyciężył 4:0, a reprezentant Togo mógł zapisać sobie pierwszy oficjalny hat-trick w tym sezonie. Arsenal awansował na trzecią pozycję i traci tylko punkt do liderów: Chelsea i Liverpoolu. W dużo gorszej sytuacji jest Blackburn, które przegrało drugie spotkanie z rzędu i plasuje się na 17. lokacie, tracąc najwięcej, bo 11 bramek w lidze.
Kibice, którzy zasiedli na City of Manchester Stadium, na pewno nie powinni mieć powodów do narzekań, nawet jeśli byli to kibice „Citizens”. Mecz pomiędzy gospodarzami a Chelsea stał na bardzo wysokim poziomie, przede wszystkim, jeżeli chodzi o grę „The Blues”. To jednak piłkarze Man City pierwsi zdobyli bramkę, a konkretnie debiutujący w Premiership Brazylijczyk Robinho. W 13. minucie świetnie przymierzył z rzutu wolnego i pokonał Petra Echa, a cała arabska loża vipów oszalała z radości. Jednak nie na długo, bowiem 3 minuty, później po rzucie rożnym Lamparda, Joe Cole zagrał do Carvalho, a ten z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki. Piłkarze Scolariego byli lepsi, konstruowali akcje z wielkim rozmachem i w każdym zagraniu pokazywali, że mają ochotę do gry. Akcje stwarzały się same: to minimalnie spudłował Anelka, to w poprzeczkę trafił Malouda. Na drugiego gola musieliśmy czekać jednak do drugiej połowy, gdzie po kapitalnej akcji piłkę w siatce zmieścił Frank Lampard. Trzecie trafienie, ponownie po zagraniu Joe Cole, dołożył Nicolas Anelka.
Mimo nowych właścicieli City, Chelsea Londyn nadal jest dużo lepszą drużyną od Man City. „The Blues” otwierają ligową tabelę mając tyle samo punktów co Liverpool, jednak zdecydowanie lepszy bilans bramkowy. Z każdym spotkaniem wydaje się, że dzięki taktyce Scolariego mistrzostwo może powrócić na Stamford Bridge.
Z innych aren
Mężnie radzi sobie beniaminek z Hull, który zaskakująco wywiózł z Newcastle trzy punkty. Stało się to dzięki dwóm trafieniom najlepszego strzelca zespołu – Marlona Kinga. Także i w tym meczu nie obyło się bez bramek w debiucie: na otarcie łez do siatki trafił sprowadzony z Deportivo Xisco. Michael Owen był zupełnie bezproduktywny, co tylko potwierdziło dobrą decyzję Fabio Capello o niepowoływaniu tego zawodnika do kadry. Hull awansowało na 4. pozycję w tabeli. Z kolei dla Kevina Keegana to było najprawdopodobniej ostatnie spotkanie w roli managera Newcastle.










