Euzebiusz Smolarek zadebiutował od pierwszych minut w spotkaniu z Arsenalem, jednak nie zademonstrował niczego, za co można by go było pochwalić. A „Kanonierzy” odnieśli drugie wyjazdowe zwycięstwo z rzędu i awansowali na pierwsze miejsce w tabeli.
Wyjście Ebiego w pierwszym składzie było sporą niespodzianką. Wszak Gary Megson ma wielkie problemy kadrowe, ale Polak z Boltonem trenował tylko jeden dzień i nawet nie zna imion kolegów z drużyny. Były zawodnik Racingu Santander zagrał ostatecznie od pierwszych minut na prawym skrzydle. Ani razu nie zagroził bramce Almuni, został zmieniony w 55. minucie spotkania, a komentator powiedział „ja nie wiem, co w ogóle… Smolarek robił na tym boisku”.
Z kolei sam mecz rozpoczął się bardzo dobrze dla gospodarzy, kiedy po rzucie rożnym do siatki trafił Kevin Davies. Ale potem, pomiędzy 20. a 27. minutą, Arsenal przeprowadził prawdziwą nawałnicę. Wystarczy spojrzeć na statystyki: do tego momentu „Kanonierzy” wymienili aż 132 celne podania, przy 19 „Kłusaków”, a posiadanie piłki mieli na poziomie 75%. Ta przewaga została zamieniona kolejno na świetne sytuacje, a w efekcie na bramki. Najpierw Adebayor uciekł trójce obrońców, stanął oko w oko z Jaaskalainenem, ale trafił w słupek. Chwilę później strzał z bliska Bendtnera zablokował Danny Shittu, który był chyba jedynym zawodnikiem Boltonu, do którego nie można mieć zastrzeżeń. Jeszcze kilkanaście sekund później po dośrodkowaniu z rzutu rożnego w słupek trafił Song. Przewaga gości była ogromna, ale nadal to piłkarze Gary’ego Megsona prowadzili w tym meczu. Wreszcie „Kanonierzy” rozegrali świetną akcję, schodząc z prawego skrzydła do środka boiska, Fabregas zagrał prostopadłą piłkę, a Eboue umieścił ją w siatce. Jednak jak pokazały powtórki, reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej był na pozycji spalonej. Sędzia tego nie zauważył, a Eboue mógł się cieszyć z dopiero swojej pierwszej bramki w barwach Arsenalu. Niecałe 60 sekund później świetnie w polu karnym odnalazł się Nicklas Bendtner i „Kanonierzy” objęli prowadzenie.
Druga odsłona spotkania stała już na miernym poziomie. Przewagę mieli gospodarze, ale tylko do momentu pojawienia się na boisku Theo Walcotta. 19-letni Anglik przeprowadził kapitalną szarżę środkiem boiska, po której trzecią bramkę zdobył Denilson. Co mogło zdziwić w tym meczu, to nieskuteczność zawodników Wengera po stałych fragmentach gry. „Kanonierzy” mieli aż 17 rzutów rożnych, jednak praktycznie żaden nie był zagrożeniem dla bramki przeciwników. Niemniej jednak Arsenal awansował na pozycję lidera, przynajmniej do jutra.
Klapa Liverpoolu
Piłkarze „The Reds” naprawdę zawiedli swoich fanów. Tydzień temu na Anfield Road rozprawili się z samym Manchesterem United i wydawało się, że piłkarze z miasta Beatlesów wreszcie będą się liczyć w walce o tytuł. Niby to jest początek sezonu i nic nie jest przesądzone, ale takie spotkania jak to dzisiejsze ze Stoke, bezbramkowy remis z beniaminkiem, który nie ma praktycznie żadnego znanego zawodnika, oddalają Liverpool od pierwszego miejsca w tabeli.
Oczywiście zawodnicy Beniteza atakowali przez 90 minut, jednak nie potrafili strzelić bramki. W dalszym ciągu sprawia im to ogromną trudność mimo posiadania w składzie Fernando Torresa i Robbiego Keane’a – jednych z najlepszych napastników globu.










