Powstanie Premier League w 1992 roku zrewolucjonizowało angielską piłkę. Futbol w kraju nad Tamizą stał się odtąd produktem luksusowym ochoczo wspieranym przez grube portfele nadawców telewizyjnych. Po niemal 30 latach może nastąpić jednak jeszcze mocniejszy wstrząs. Project Big Picture, zestaw propozycji powstały przy współpracy właścicieli Liverpoolu oraz Manchesteru United, na dobre zmieniłby rzeczywistość Premier League. Do tego stopnia, że nic nie byłoby już takie jak przedtem.
Anglicy gustują ostatnio w projektach. Jeszcze nie tak dawno był Projekt Restart, o który pokłóciła się praktycznie cała liga. Zasady wznowienia rozgrywek po przerwie spowodowanej pandemią poróżniły kluby Premier League. Nie brakowało insynuacji i wzajemnych oskarżeń. To jednak nic w porównaniu do tego, co nadciąga. A nadciąga wiele, bo pomysł właściciela Liverpoolu, Johna W. Henry’ego, który dojrzewał podobno już od 2017 roku, może wywrócić zasady panujące w angielskim futbolu od prawie trzech dekad do góry nogami.
Kij ukryty za marchewką
Project Big Picture, bo tak ma zwać się twór powstały w głowie amerykańskiego biznesmena, a dopracowany ostatecznie razem z właścicielami Manchesteru United, wywołał już lawinę kontrowersji. Szereg propozycji zawartych w dokumencie, do którego dotarli dziennikarze „The Daily Telegraph”, jest szeroko komentowany nie tylko na Wyspach. Przede wszystkim z powodu faktu, że chodzi o olbrzymie pieniądze i jeszcze większą władzę. Kwestie przecież tak bardzo budzące zainteresowanie ludzi.
To nie może jednak dziwić, bo obietnica jednorazowego przelewu o wartości 250 milionów funtów na konto English Football League (stowarzyszenia odpowiadającego za rozgrywki drugiego, trzeciego i czwartego poziomu w Anglii) działa na wyobraźnię. Także Ricka Perry’ego, prezesa EFL, który nie ukrywał entuzjazmu z powodu środków finansowych, które w dobie pandemii pomogłyby klubom z niższych lig wyjść na prostą. Podobnie jak obietnica przekazania przez kluby Premier League w kolejnych latach następnych olbrzymich sum na działalność oraz modernizację obiektów 72 zespołów zrzeszonych w EFL. Wszystko po to, by wyrównać szanse, by rywalizacja stała się bardziej sprawiedliwa.
Pod płaszczykiem pomocy mniejszym i biedniejszym kryje się jednak smutna prawda. Pieniędzy nikt nie rozdaje za darmo. Warto czytać mały druczek. Mniejszą czcionkę opisującą, że Project Big Picture ma w praktyce przede wszystkim uwolnić najbogatszych od władzy Premier League. Przy wprowadzeniu pomysłu w życie dziewięć najdłużej grających klubów w angielskiej ekstraklasie (licząc od 1992 roku) miałoby otrzymać specjalne przywileje. W skrócie: decydować o wszystkim. Władza ludu czy, jak kto woli, najbogatszych klubów stałaby się faktem. Przynajmniej w angielskiej ekstraklasie.
To pomysł, który budzi wielkie kontrowersje. Działacze Premier League już zdążyli, na razie metaforycznie, zbombardować cały Project Big Picture. Nieprzychylna propozycji jest również angielska federacja, a także brytyjski rząd. Władzy nikt nie odda. Przynajmniej do momentu, gdy nie musi.











