Po emocjach związanych ostatnio z derbami Manchesteru, 17. kolejka Premier League zapowiada się nieco spokojniej. W końcu nie co tydzień można mieć na rozkładzie takie hity. To jednak wcale nie oznacza, że będzie nudno. Bo przecież w Anglii nigdy tak nie jest.
Spotkań będzie tylko dziewięć, a to oczywiście dlatego, że Chelsea walczy w klubowych mistrzostwach świata i jej spotkanie z Southamptonem zostało przełożone. Jeszcze nie wiadomo, kiedy się odbędzie, skupmy się jednak na grających. Ta kolejka rozpocznie się na Sports Direct Arena, gdzie Newcastle podejmie Manchester City. Podopieczni Roberto Manciniego przystąpią do tego meczu żądni krwi przeciwników i punktów na swoim koncie. Nie inaczej mogła na nich podziałać porażka w derbach i to w ostatnich sekundach. Czas zacząć gonić rywala i to od razu, nie ma na co czekać. W zeszłym sezonie to spotkanie byłoby wielkim hitem, w tym niestety tak nie jest, bo Newcastle nie równa do swojej ówczesnej formy. „Sroki” są dopiero na 14. miejscu w tabeli, z czego kibice zadowoleni być nie mogą. Trudno będzie o poprawę tej pozycji, tym bardziej że zabraknie tak kluczowych zawodników jak Cabaye czy Steven Taylor. Oprócz nich nie wystąpią: Vukcić, Gosling i Ryan Taylor, a Obertan będzie walczył do końca. Ta lista i tak jest jednak krótsza niż ostatnio, a i Roberto Mancini ma niemałe problemy. Należy do nich przede wszystkim forma Vincenta Kompany’ego, który doznał urazu tydzień temu i nie wiadomo, czy już się wyleczył. Podobnie pod znakiem zapytania stoi gra Milnera i Rodwella. Na pewno natomiast nie zobaczymy Kolarowa, Richardsa (kontuzje) i Barry’ego, który został zawieszony za używanie nieodpowiedniego języka w kierunku sędziego w derbach.

O szybką odpowiedź na ewentualne zwycięstwo City postara się Manchester United. I trudno się spodziewać, że „Diabły” zdobędą jutro mniej niż trzy punkty, bo na Old Trafford przyjedzie Sunderland. Podopieczni sir Aleksa Fergusona bez problemu powinni sobie poradzić z 15. obecnie drużyną w lidze, która ostatnio co prawda wygrała z Reading, ale jutro z Manchesteru raczej nic nie wywiezie. Do bramki United może wrócić Lindegaard, który podczas derbów oczekiwał w szpitalu na narodziny swojego dziecka. Jak poradzi sobie ewentualnie w bramce świeżo upieczony tata? Koledzy pewnie będą mieli przynajmniej jedną okazję do zatańczenia dla niego kołyski, bo w ataku, oprócz Naniego i Kagawy, wszyscy zdrowi. Kontuzjowany jest za to nadal Anderson, ale wielkim wzmocnieniem „The Red Devils” będzie powrót do gry kapitana, Nemanji Vidicia. Nie wiadomo, na jak długo i czy w ogóle Serb wybiegnie na boisko, ale ważne, że w końcu się wyleczył. Lista kontuzjowanych obrońców się jednak nie zmniejszyła, bo trafił na nią Evans. Goście przyjadą za to bez Cattermole’a i Browna, a wątpliwości stoją przy nazwiskach Johnsona, Bardsleya i Rose’a.













