A więc Śląsk Wrocław ma już nowego trenera. Po co? Żeby ładnie wyglądało. A dlaczego? Żeby pozory były zachowane. Jaki w tym cel? Aby opinia publiczna była przekonana, że władze klubu robią wszystko, by osiągnąć sukces. Jednak w tym kraju monopol na robienie wody z mózgu mają politycy, działacze muszą się jeszcze długo uczyć.
Władze klubu zdecydowały, że nowym trenerem mistrza Polski będzie Stanislav Levy. Z tej okazji urządzono dużą konferencję prasową, na której przedstawiono wcześniejszy, jakże bogaty dorobek nowego szkoleniowca. Atmosfera była wspaniała, wręcz sielankowa, jednak dział propagandy Śląska Wrocław nie wziął pod uwagę faktu, że polscy dziennikarze mogą ruszyć tyłki i sprawdzić, kogóż to mistrz Polski zapragnął mieć u siebie. No i wyszło szydło z worka.

Jak zauważył portal Weszlo.com, CV przedstawione przez władze Śląska nieco mija się z prawdą. Wrocławianie informują, że Stanislav Levy pracował w Tennisie Borussii Berlin, Hannoverze 96, 1.FC Saarbrucken, że jest to treneiro, który spędził dużo czasu w Bundeslidze. Weszło zauważyło, że Levy rzeczywiście tam był, i na tym koniec, bo nie dość, że był krótko, to jeszcze nie osiągnął żadnych sukcesów. A jak z ligą czeską? Dwa dość szybkie zwolnienia i spadek z ligi. Jednak, żeby nie krytykować zbyt dużo, wspomnimy też o sukcesach Stanislava Levy’ego. Tak, były takie! Choć zastosowanie liczby mnogiej jest dużym nadużyciem. Otóż nowy szkoleniowiec Śląska Wrocław… uwaga, uwaga… zdobył tytuł mistrzowski w Albanii! Skenderbeu Korce, tak nazywa się klub, z którym czeski szkoleniowiec zawojował niezwykle silną ligę.
Wypowiedź, jakoby Levy stał za transferami Van Buytena i Kompany’ego do HSV Hamburg, przysłonimy kurtyną milczenia.
Co więc powodowało władzami Śląska, że zdecydowały się na tak drastyczny ruch i starały się go ukryć pod propagandową zasłoną dymną? To można wyczytać pomiędzy słowami prezesa klubu, Piotra Waśniewskiego. – Dla nas bardzo ważnym elementem jego pracy jest fakt, że skupia się na tym, aby wykorzystywać potencjał zawodników, jakimi klub dysponuje, i to, że widzi możliwość i chęć pracy z młodymi piłkarzami. Przekaz jest jasny, Śląsk nie będzie inwestował, będzie walczył tym, co ma, jeśli w ogóle uda się zatrzymać obecny stan posiadania. Czyżby kryzys zaglądał w oczy? Na to wygląda.
O ile zwolnienie Oresta Lenczyka wydawało się naturalną koleją rzeczy, ponieważ doświadczony szkoleniowiec nie bardzo wiedział, jak postępować z piłkarzami, o tyle zastąpienie go czeskim czarnoksiężnikiem wydaje się być pozbawieniem organizmu mózgu za pomocą łopaty. Łatwo przewidzieć, że ów organizm razem z mózgiem straci całą głowę. Może jednak jest w tym jakiś sens. Męski organizm w niektórych momentach myśli innymi częściami ciała, kto wie, może taki był właśnie cel. Na razie jednak zabawa trwa na całego, niczym na weselu, na którym ktoś za długo słuchał piosenki pod tytułem „Prawy do lewego” Gorana Bregovicia śpiewanej wspólnie z polską piosenkarką o pseudonimie Kayah. Swoją drogą, nie będziemy się doszukiwać sposobu, w jaki władze Śląska podejmują decyzje, ale czasem wydaje się, że natchnienie przyszło podczas mocno zakrapianej alkoholem zabawy. Bawmy się więc dalej, przynajmniej będzie wesoło.











