Niespodzianka stała się faktem. Wygrana Podbeskidzia w Krakowie pozwoliła graczom trenera Kasperczyka awansować. W rewanżu Wisła nie potrafiła wygrać, a wynik 2:2 kończy przygodę Roberta Maaskanta w Pucharze Polski.
Pierwszy kwadrans obydwa zespoły zgodnie poświęciły na swoiste rozpoznawanie rywala, choć przewagę zaczynała zdobywać Wisła. Mimo wszystko podopieczni Roberta Kasperczyka według zapewnień swojego trenera wyglądali bardzo solidnie. Po dwudziestu minutach w pole karne wbiegł Malinowski, a ręką piłkę zagrywał Bunoza, jednak sędzia, Marcin Borski, stwierdził, że futbolówka została nabita.

Chwilę później wiślacy zdołali wyrównać stan rywalizacji dwumeczu. Małecki po raz kolejny dośrodkował piłkę w pole karne gospodarzy, a samobójcze trafienie zaliczył Dancik. Po otwarciu wyniku goście sukcesywnie przejmowali kontrolę nad wydarzeniami boiskowymi. Do przerwy wynik nie zmienił się, a Wisła realizowała plan taktyczny trenera Maaskanta.
Krótko po rozpoczęciu drugiej połowy stan rywalizacji mógł wyrównać Malinowski, jednak gracz Podbeskidzia źle trafił w piłkę, a wynik pozostał niezmieniony. Odpowiedź przyjezdnych była natychmiastowa, kiedy Melikson zaliczył asystę przy bramce Genkowa w 53. minucie. Kilka minut później na 3:0 mógł strzelić jeszcze Rios, ale Konieczny uratował swój zespół przed kompromitacją.

Losy meczu odmienił Cieśliński, który zaraz po wejściu na murawę strzelił gola kontaktowego. Asystę przy tej bramce zdobył Metelka, choć trzeba przyznać, że Parejko mógł zachować się lepiej przy tej interwencji. Dopingowani pełnym stadionem gospodarze nie odpuszczali walki nawet o remis. Przed szansą stanął jeszcze Demjan, ale tym razem znakomicie obronił Parejko.
Upragnione wyrównanie dla Podbeskidzia zdobył Górkiewicz, który na kwadrans przed końcem spotkania strzałem głową spełnił marzenia kibiców zgromadzonych na stadionie w Bielsku-Białej. W ostatnich dziesięciu minutach dobre okazje zmarnował Łobodziński, który oddał dwa groźne strzały z dystansu, ale na posterunku był Zając. Do końca goście nie potrafili zmienić rezultatu i nie bardzo z taką sytuacją potrafili się pogodzić. Nerwowość w grze wiślaków była widoczna gołym okiem, na co nie mógł nie zareagować sędzia. Po jednym z fauli Cikos obejrzał czerwoną kartkę. Po chwili arbiter zagwizdał w tym spotkaniu po raz ostatni i sensacja stała się faktem, a w Bielsku-Białej rozpoczęło się świętowanie sukcesu.











