Ruch Chorzów wygrał z kielecką Koroną 3:1 w meczu 1/8 finału Pucharu Polski. Mimo dużej przewagi gospodarze przez długi czas nie potrafili strzelić bramki. Nieoczekiwanie na prowadzenie wyszli goście. Ruch wyrównał po trafieniu rezerwowego Piecha, a gole przesądzające o awansie chorzowianie zdobyli w dogrywce.
W kolejnym dzisiejszym spotkaniu 1/8 finału Pucharu Polski Ruch Chorzów podejmował przy Cichej Koronę Kielce. Oba zespoły w tym sezonie w ligowych zmaganiach nie zachwycają i – co ciekawe – odnoszą takie same rezultaty (porażki, zwycięstwa i remisy w takich samych wymiarach w każdej kolejce). Nieco ponad tydzień temu oba kluby spotkały się ze sobą w lidze i padł remis 1:1. Puchar Polski rządzi się jednak swoimi prawami i dzisiaj na pewno nie będzie takiego wyniku.
Michał Zieliński był jednym z jaśniejszych punktów kieleckiej Korony (fot. Mateusz Pietrasiewicz / iGol.pl)
Od pierwszych minut inicjatywę próbowali przejąć kielczanie, ale nie potrafili przeprowadzić żadnej groźnej akcji. Odpowiedzi z kontry chorzowian znakomicie przerywał Mateusz Bodzioch. W 5. minucie bardzo niepewnie interweniował Matko Perdijić. Bliski wykorzystania błędu bramkarza gospodarzy był Łukasz Jamróz, ale chorzowski golkiper naprawił swój błąd. Oba zespoły w kolejnych minutach szukały dośrodkowań w pole karne, lecz każdą próbę skutecznie wybijali obrońcy rywali.
W 11. minucie dobrą okazję zmarnowali piłkarze Ruchu. Centry Lewczuka z lewego sektora boiska nie byli w stanie przeciąć obrońcy Korony, a sam na ósmym metrze stał Smektała. Pomocnik Ruchu uderzył piłkę bardzo nieczysto i trafił tylko w boczną siatkę. Nie minęły dwie minuty, a Szultes przeprowadził kolejną groźną akcję. Czech wbiegł w pole karne prawą stroną i dośrodkował. Piłkę wybił Bodzioch, ale zrobił to wprost pod nogi Lewczuka, który oddał futbolówkę Szultesowi. Ten ograł Foszmańczyka i próbował lobować Szlakotina, lecz piłka minęła bramkę gości. Kolejne minuty przebiegały w spokojnym tempie i żadna drużyna nie forsowała tempa.
W 20. minucie Michał Zieliński wyszedł w tempo zza pleców Macieja Sadloka do podania ze środkowej strefy boiska. Zieliński był w sytuacji sam na sam, ale sędzia liniowy podniósł chorągiewkę. Powtórki pokazały, że arbiter się pomylił. Kolejne dziesięć, piętnaście minut upłynęło pod znakiem sennej gry obu zespołów, którą przerywały nieliczne próby przyspieszenia akcji i oddania strzału. Uderzenia Jamroza czy Smektały okazały się jednak bardzo słabej jakości. Dopiero w 35. minucie Ruch przeprowadził dwie naprawdę groźne akcje. Najpierw Djokić wrzucił piłkę z prawej strony, a na długim słupku głową akcję próbował zamykać Szultes, ale futbolówka minęła okienko bramki Szlakotina o kilkadziesiąt centymetrów. Chwilę później Smektała z narożnika pola karnego zagrał na głowę Kuświka, lecz napastnik gospodarzy nie trafił czysto w piłkę. Mimo to mogła ona znaleźć drogę do bramki Szlakotina.
W 43. minucie rzut wolny z lewej strony pola karnego mieli goście z Kielc. W pole karne wrzucał Golański, a mocno bitą piłkę piąstkował Perdijić. W odpowiedzi zawodnicy Ruchu przeprowadzili niezłą kontrę. Kuświk dograł do Szultesa, ale Czech nie opanował futbolówki. Do ostatniej minuty pierwszej części gry wynik nie uległ zmianie i niezłe 45 minut przy Cichej zakończyło się bezbramkowym remisem.
Drugą połowę od składnej akcji rozpoczęli gospodarze, ale z rajdu Szultesa lewą stroną boiska niewiele wynikło. W odpowiedzi strzałem z dystansu postraszył Janota, choć jego uderzenie było bardzo słabe. W kolejnych minutach tempo znów siadło, a oba zespoły długo celebrowały rozgrywanie piłki. Większość akcji rozgrywała się w środkowej części boiska. W 53. minucie bliscy zdobycia gola byli piłkarze Ruchu. Po dośrodkowaniu z prawej strony z bliska uderzył Kuświk. Piłka po koźle zmierzała pod poprzeczkę, ale Szlakotin popisał się znakomitą paradą. Kilka chwil później dośrodkowanie zza pola karnego próbował wykorzystać Lisowski, uderzył mocno, ale w środek bramki, a tam czekał dobrze ustawiony Pesković.
W 61. minucie bardzo dobrą sytuację zmarnowali goście. Zieliński dobrze opanował piłkę przed polem karnym, wbiegł w „szesnastkę” i zagrał w tempo do Janoty, który zdołał oddać strzał, a futbolówka przeleciała tuż obok dalszego słupka bramki Ruchu. Były pomocnik Feyenoordu aż się chwycił za głowę. Kilka minut później pokazał się Maciej Korzym, który mocnym strzałem z dystansu próbował zaskoczyć Peskovicia. Pomylił się nieznacznie. Następnie odpowiedzieć usiłowali chorzowianie. Po dośrodkowaniu z prawej strony boiska piłkę wybijał Malarczyk, ale przejął ją Szultes i dośrodkował na głowę Piecha. Snajpera Ruchu uprzedzili jednak obrońcy gości. Potem kolejny raz przed szansą stanął Piech, ale fatalnie przestrzelił. Napastnik Ruchu mimo asysty obrońców uderzył na bramkę Szlakotina, lecz niepotrzebnie szukał krótkiego rogu i rezultat się nie zmienił.
Po kilku chwilach sprawdziło się powiedzenie, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, i goście z Kielc wyszli na prowadzenie. Dobrą akcję lewym skrzydłem przeprowadził Zieliński, dograł w pole karne do Korzyma, a ten zgubił Peskovicia i poczekał na wbiegającego środkiem w pole karne Janotę. Ten z pierwszej piłki uderzył do niemal pustej bramki Ruchu Chorzów. Chorzowianie mogli odpowiedzieć błyskawicznie, bo po dośrodkowaniu z piłką minął się Szlakotin, ale Piech nie trafił głową do pustej bramki. To nie był dzień Piecha, jednak jakby na zaprzeczenie tych słów w 79. minucie gracz zdobył w końcu gola. Znakomicie z lewej strony boiska dośrodkowywał Lewczuk, a na piątym metrze czekał już Piech, który głową trącił piłkę, a ta wpadła do kieleckiej siatki. Przysnęli trochę obrońcy Korony, więc wściekłość Szlakotina była uzasadniona. Po chwili Jankowski szukał swojej szansy zza pola karnego, ale bramkarz Korony sobie poradził. W 83. minucie Zieliński przetestował czujność Peskovicia mocnym mierzonym strzałem z dystansu, jednak słowacki golkiper spisał się bez zarzutów. W kolejnych minutach oba zespoły szukały dośrodkowań i prostopadłych piłek, lecz każda z tych prób była daleka od perfekcji. Dużo lepiej prezentował się Ruch, ale wszystko wskazywało na to, że mecz nie zakończy się po 90 minutach. Po serii rzutów rożnych kielczan z kontrą w 93. minucie popędzili chorzowianie. Szultes zagrał do wychodzącego Piecha, a napastnik Ruchu, będąc sam na sam ze Szlakotinem, fatalnie skiksował. W końcu arbiter główny z Siedlec Krzysztof Jakubik zagwizdał po raz ostatni w regulaminowym czasie gry.
Od pierwszych minut dogrywki do przodu ruszyli piłkarze Ruchu. O ile strzało-dośrodkowanie jednego ze skrzydłowych gospodarzy nie zakończyło się bramką, o tyle w 93. minucie chorzowianie dopięli swego. Znakomitą prostopadłą piłkę ze środkowej strefy boiska przepuścił Piech, do futbolówki dopadł Smektała, który ściął wzdłuż narożnika pola karnego i z ośmiu metrów pewnym strzałem po ziemi między nogami Szlakotina pokonał kieleckiego bramkarza. Po strzeleniu gola chorzowianie cofnęli się do defensywy, natomiast kielczanie próbowali atakować. Próbowali, bo z ich ataków niewiele wynikało. W ostatnich minutach pierwszej części dogrywki częściej przy piłce zaczęli się utrzymywać piłkarze z Chorzowa, ale nie forsowali tempa i spokojnie prowadzili grę w środkowej strefie boiska. Po jednej z kontr dobrym dośrodkowaniem popisał się Korzym, jednak Lenartowski nie zdołał oddać strzału.
Druga część dogrywki nie przyniosła wielkich zmian. Od początku przy piłce utrzymywali się piłkarze Ruchu. Kielczanie najwyraźniej opadli z sił, bo ich akcje nie sprawiały żadnego zagrożenia w „szesnastce” gospodarzy. W 111. minucie zagotowało się pod bramką Korony. Znowu niepewnie zachował się Szlakotin, który po zagraniu Smektały w polu karnym nabił swojego obrońcę, a ten o mały włos nie wpakował piłki do własnej siatki. Przez kilka chwil gra toczyła się w środku boiska i co kilkadziesiąt sekund była przerywana przez faule taktyczne obu ekip. W 116. minucie dobrze z prawego skrzydła dośrodkowywał Smektała, a Piech rzucił się szczupakiem, ale nie zdołał trafić w piłkę. Niedługo potem kielczanie mogli wyrównać, jednak zabrakło szczęścia. Po dośrodkowaniu w pole karne z pięciu metrów Malarczyk pomylił się minimalnie! Kilkadziesiąt sekund później trzecią bramkę zdobyli piłkarze z Chorzowa. Piech popędził prawą stroną w przewadze dwóch na jednego, podał na wysokości pola karnego do niepilnowanego Szultesa, a ten podciął futbolówkę nad Szlakotinem i piłka wpadła do bramki. Kilka chwil później arbiter główny zagwizdał po raz ostatni. Przy Cichej Ruch zasłużenie pokonał Koronę 3:1.
Ruch Chorzów wygrał z kielecką Koroną 3:1 w meczu 1/8 finału Pucharu Polski. Mimo dużej przewagi gospodarze przez długi czas nie potrafili strzelić bramki. Nieoczekiwanie na prowadzenie wyszli goście. Ruch wyrównał po trafieniu rezerwowego Piecha, a gole przesądzające o awansie chorzowianie zdobyli w dogrywce.
W kolejnym dzisiejszym spotkaniu 1/8 finału Pucharu Polski Ruch Chorzów podejmował przy Cichej Koronę Kielce. Oba zespoły w tym sezonie w ligowych zmaganiach nie zachwycają i – co ciekawe – odnoszą takie same rezultaty (porażki, zwycięstwa i remisy w takich samych wymiarach w każdej kolejce). Nieco ponad tydzień temu oba kluby spotkały się ze sobą w lidze i padł remis 1:1. Puchar Polski rządzi się jednak swoimi prawami i dzisiaj na pewno nie będzie takiego wyniku.
Michał Zieliński był jednym z jaśniejszych punktów kieleckiej Korony (fot. Mateusz Pietrasiewicz / iGol.pl)
Od pierwszych minut inicjatywę próbowali przejąć kielczanie, ale nie potrafili przeprowadzić żadnej groźnej akcji. Odpowiedzi z kontry chorzowian znakomicie przerywał Mateusz Bodzioch. W 5. minucie bardzo niepewnie interweniował Matko Perdijić. Bliski wykorzystania błędu bramkarza gospodarzy był Łukasz Jamróz, ale chorzowski golkiper naprawił swój błąd. Oba zespoły w kolejnych minutach szukały dośrodkowań w pole karne, lecz każdą próbę skutecznie wybijali obrońcy rywali.
W 11. minucie dobrą okazję zmarnowali piłkarze Ruchu. Centry Lewczuka z lewego sektora boiska nie byli w stanie przeciąć obrońcy Korony, a sam na ósmym metrze stał Smektała. Pomocnik Ruchu uderzył piłkę bardzo nieczysto i trafił tylko w boczną siatkę. Nie minęły dwie minuty, a Szultes przeprowadził kolejną groźną akcję. Czech wbiegł w pole karne prawą stroną i dośrodkował. Piłkę wybił Bodzioch, ale zrobił to wprost pod nogi Lewczuka, który oddał futbolówkę Szultesowi. Ten ograł Foszmańczyka i próbował lobować Szlakotina, lecz piłka minęła bramkę gości. Kolejne minuty przebiegały w spokojnym tempie i żadna drużyna nie forsowała tempa.
W 20. minucie Michał Zieliński wyszedł w tempo zza pleców Macieja Sadloka do podania ze środkowej strefy boiska. Zieliński był w sytuacji sam na sam, ale sędzia liniowy podniósł chorągiewkę. Powtórki pokazały, że arbiter się pomylił. Kolejne dziesięć, piętnaście minut upłynęło pod znakiem sennej gry obu zespołów, którą przerywały nieliczne próby przyspieszenia akcji i oddania strzału. Uderzenia Jamroza czy Smektały okazały się jednak bardzo słabej jakości. Dopiero w 35. minucie Ruch przeprowadził dwie naprawdę groźne akcje. Najpierw Djokić wrzucił piłkę z prawej strony, a na długim słupku głową akcję próbował zamykać Szultes, ale futbolówka minęła okienko bramki Szlakotina o kilkadziesiąt centymetrów. Chwilę później Smektała z narożnika pola karnego zagrał na głowę Kuświka, lecz napastnik gospodarzy nie trafił czysto w piłkę. Mimo to mogła ona znaleźć drogę do bramki Szlakotina.
W 43. minucie rzut wolny z lewej strony pola karnego mieli goście z Kielc. W pole karne wrzucał Golański, a mocno bitą piłkę piąstkował Perdijić. W odpowiedzi zawodnicy Ruchu przeprowadzili niezłą kontrę. Kuświk dograł do Szultesa, ale Czech nie opanował futbolówki. Do ostatniej minuty pierwszej części gry wynik nie uległ zmianie i niezłe 45 minut przy Cichej zakończyło się bezbramkowym remisem.
Drugą połowę od składnej akcji rozpoczęli gospodarze, ale z rajdu Szultesa lewą stroną boiska niewiele wynikło. W odpowiedzi strzałem z dystansu postraszył Janota, choć jego uderzenie było bardzo słabe. W kolejnych minutach tempo znów siadło, a oba zespoły długo celebrowały rozgrywanie piłki. Większość akcji rozgrywała się w środkowej części boiska. W 53. minucie bliscy zdobycia gola byli piłkarze Ruchu. Po dośrodkowaniu z prawej strony z bliska uderzył Kuświk. Piłka po koźle zmierzała pod poprzeczkę, ale Szlakotin popisał się znakomitą paradą. Kilka chwil później dośrodkowanie zza pola karnego próbował wykorzystać Lisowski, uderzył mocno, ale w środek bramki, a tam czekał dobrze ustawiony Pesković.
W 61. minucie bardzo dobrą sytuację zmarnowali goście. Zieliński dobrze opanował piłkę przed polem karnym, wbiegł w „szesnastkę” i zagrał w tempo do Janoty, który zdołał oddać strzał, a futbolówka przeleciała tuż obok dalszego słupka bramki Ruchu. Były pomocnik Feyenoordu aż się chwycił za głowę. Kilka minut później pokazał się Maciej Korzym, który mocnym strzałem z dystansu próbował zaskoczyć Peskovicia. Pomylił się nieznacznie. Następnie odpowiedzieć usiłowali chorzowianie. Po dośrodkowaniu z prawej strony boiska piłkę wybijał Malarczyk, ale przejął ją Szultes i dośrodkował na głowę Piecha. Snajpera Ruchu uprzedzili jednak obrońcy gości. Potem kolejny raz przed szansą stanął Piech, ale fatalnie przestrzelił. Napastnik Ruchu mimo asysty obrońców uderzył na bramkę Szlakotina, lecz niepotrzebnie szukał krótkiego rogu i rezultat się nie zmienił.
Po kilku chwilach sprawdziło się powiedzenie, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, i goście z Kielc wyszli na prowadzenie. Dobrą akcję lewym skrzydłem przeprowadził Zieliński, dograł w pole karne do Korzyma, a ten zgubił Peskovicia i poczekał na wbiegającego środkiem w pole karne Janotę. Ten z pierwszej piłki uderzył do niemal pustej bramki Ruchu Chorzów. Chorzowianie mogli odpowiedzieć błyskawicznie, bo po dośrodkowaniu z piłką minął się Szlakotin, ale Piech nie trafił głową do pustej bramki. To nie był dzień Piecha, jednak jakby na zaprzeczenie tych słów w 79. minucie gracz zdobył w końcu gola. Znakomicie z lewej strony boiska dośrodkowywał Lewczuk, a na piątym metrze czekał już Piech, który głową trącił piłkę, a ta wpadła do kieleckiej siatki. Przysnęli trochę obrońcy Korony, więc wściekłość Szlakotina była uzasadniona. Po chwili Jankowski szukał swojej szansy zza pola karnego, ale bramkarz Korony sobie poradził. W 83. minucie Zieliński przetestował czujność Peskovicia mocnym mierzonym strzałem z dystansu, jednak słowacki golkiper spisał się bez zarzutów. W kolejnych minutach oba zespoły szukały dośrodkowań i prostopadłych piłek, lecz każda z tych prób była daleka od perfekcji. Dużo lepiej prezentował się Ruch, ale wszystko wskazywało na to, że mecz nie zakończy się po 90 minutach. Po serii rzutów rożnych kielczan z kontrą w 93. minucie popędzili chorzowianie. Szultes zagrał do wychodzącego Piecha, a napastnik Ruchu, będąc sam na sam ze Szlakotinem, fatalnie skiksował. W końcu arbiter główny z Siedlec Krzysztof Jakubik zagwizdał po raz ostatni w regulaminowym czasie gry.
Od pierwszych minut dogrywki do przodu ruszyli piłkarze Ruchu. O ile strzało-dośrodkowanie jednego ze skrzydłowych gospodarzy nie zakończyło się bramką, o tyle w 93. minucie chorzowianie dopięli swego. Znakomitą prostopadłą piłkę ze środkowej strefy boiska przepuścił Piech, do futbolówki dopadł Smektała, który ściął wzdłuż narożnika pola karnego i z ośmiu metrów pewnym strzałem po ziemi między nogami Szlakotina pokonał kieleckiego bramkarza. Po strzeleniu gola chorzowianie cofnęli się do defensywy, natomiast kielczanie próbowali atakować. Próbowali, bo z ich ataków niewiele wynikało. W ostatnich minutach pierwszej części dogrywki częściej przy piłce zaczęli się utrzymywać piłkarze z Chorzowa, ale nie forsowali tempa i spokojnie prowadzili grę w środkowej strefie boiska. Po jednej z kontr dobrym dośrodkowaniem popisał się Korzym, jednak Lenartowski nie zdołał oddać strzału.
Druga część dogrywki nie przyniosła wielkich zmian. Od początku przy piłce utrzymywali się piłkarze Ruchu. Kielczanie najwyraźniej opadli z sił, bo ich akcje nie sprawiały żadnego zagrożenia w „szesnastce” gospodarzy. W 111. minucie zagotowało się pod bramką Korony. Znowu niepewnie zachował się Szlakotin, który po zagraniu Smektały w polu karnym nabił swojego obrońcę, a ten o mały włos nie wpakował piłki do własnej siatki. Przez kilka chwil gra toczyła się w środku boiska i co kilkadziesiąt sekund była przerywana przez faule taktyczne obu ekip. W 116. minucie dobrze z prawego skrzydła dośrodkowywał Smektała, a Piech rzucił się szczupakiem, ale nie zdołał trafić w piłkę. Niedługo potem kielczanie mogli wyrównać, jednak zabrakło szczęścia. Po dośrodkowaniu w pole karne z pięciu metrów Malarczyk pomylił się minimalnie! Kilkadziesiąt sekund później trzecią bramkę zdobyli piłkarze z Chorzowa. Piech popędził prawą stroną w przewadze dwóch na jednego, podał na wysokości pola karnego do niepilnowanego Szultesa, a ten podciął futbolówkę nad Szlakotinem i piłka wpadła do bramki. Kilka chwil później arbiter główny zagwizdał po raz ostatni. Przy Cichej Ruch zasłużenie pokonał Koronę 3:1.
Komentarze1
B
Bertho
Mozna było utrzymać prowadzenie do końca. Teraz
moza skupic sie juz na lidze i zdobywac punkty .