Ruch Chorzów wygrał z kielecką Koroną 3:1 w meczu 1/8 finału Pucharu Polski. Mimo dużej przewagi gospodarze przez długi czas nie potrafili strzelić bramki. Nieoczekiwanie na prowadzenie wyszli goście. Ruch wyrównał po trafieniu rezerwowego Piecha, a gole przesądzające o awansie chorzowianie zdobyli w dogrywce.
W kolejnym dzisiejszym spotkaniu 1/8 finału Pucharu Polski Ruch Chorzów podejmował przy Cichej Koronę Kielce. Oba zespoły w tym sezonie w ligowych zmaganiach nie zachwycają i – co ciekawe – odnoszą takie same rezultaty (porażki, zwycięstwa i remisy w takich samych wymiarach w każdej kolejce). Nieco ponad tydzień temu oba kluby spotkały się ze sobą w lidze i padł remis 1:1. Puchar Polski rządzi się jednak swoimi prawami i dzisiaj na pewno nie będzie takiego wyniku.

Od pierwszych minut inicjatywę próbowali przejąć kielczanie, ale nie potrafili przeprowadzić żadnej groźnej akcji. Odpowiedzi z kontry chorzowian znakomicie przerywał Mateusz Bodzioch. W 5. minucie bardzo niepewnie interweniował Matko Perdijić. Bliski wykorzystania błędu bramkarza gospodarzy był Łukasz Jamróz, ale chorzowski golkiper naprawił swój błąd. Oba zespoły w kolejnych minutach szukały dośrodkowań w pole karne, lecz każdą próbę skutecznie wybijali obrońcy rywali.
W 11. minucie dobrą okazję zmarnowali piłkarze Ruchu. Centry Lewczuka z lewego sektora boiska nie byli w stanie przeciąć obrońcy Korony, a sam na ósmym metrze stał Smektała. Pomocnik Ruchu uderzył piłkę bardzo nieczysto i trafił tylko w boczną siatkę. Nie minęły dwie minuty, a Szultes przeprowadził kolejną groźną akcję. Czech wbiegł w pole karne prawą stroną i dośrodkował. Piłkę wybił Bodzioch, ale zrobił to wprost pod nogi Lewczuka, który oddał futbolówkę Szultesowi. Ten ograł Foszmańczyka i próbował lobować Szlakotina, lecz piłka minęła bramkę gości. Kolejne minuty przebiegały w spokojnym tempie i żadna drużyna nie forsowała tempa.
W 20. minucie Michał Zieliński wyszedł w tempo zza pleców Macieja Sadloka do podania ze środkowej strefy boiska. Zieliński był w sytuacji sam na sam, ale sędzia liniowy podniósł chorągiewkę. Powtórki pokazały, że arbiter się pomylił. Kolejne dziesięć, piętnaście minut upłynęło pod znakiem sennej gry obu zespołów, którą przerywały nieliczne próby przyspieszenia akcji i oddania strzału. Uderzenia Jamroza czy Smektały okazały się jednak bardzo słabej jakości. Dopiero w 35. minucie Ruch przeprowadził dwie naprawdę groźne akcje. Najpierw Djokić wrzucił piłkę z prawej strony, a na długim słupku głową akcję próbował zamykać Szultes, ale futbolówka minęła okienko bramki Szlakotina o kilkadziesiąt centymetrów. Chwilę później Smektała z narożnika pola karnego zagrał na głowę Kuświka, lecz napastnik gospodarzy nie trafił czysto w piłkę. Mimo to mogła ona znaleźć drogę do bramki Szlakotina.










