W Krakowie Widzew chciał odegrać się za porażkę ligową z Wisłą i niewiele zabrakło, by przedłużyć swe nadzieje do dogrywki. Niestety dla łodzian, wynik się powtórzył, a katem widzewiaków tym razem został Maciej Żurawski.
Pierwsza połowa spotkania na pewno nie mogła zachwycić zebranych – w niewielkiej liczbie – kibiców. Początkowy kwadrans nie zapowiadał jeszcze takich słabych zawodów, a raczej wyglądał na budzącą apetyt przystawkę. Większą aktywność na boisku przejawiali wiślacy, którzy parokrotnie uderzali albo tuż obok bramki, albo też zatrudniali wystawionego dziś w pierwszym składzie wychowanka łódzkiego klubu, Bartosza Kanieckiego. Uderzeniami z dystansu popisywali się aktywni przez te początkowe minuty Andraż Kirm i Łukasz Garguła, jednak golkiper Widzewa nie przejawiał w żaden sposób tremy, związanej ze stawką i prestiżem spotkania, i bardzo pewnie wyłapywał piłkę. Dużo bliżsi powodzenia w tej części meczu byli Bhoukari oraz Rios. Ten pierwszy pomylił się niewiele, główkując po dośrodkowaniu Kirma, Argentyńczyk zaś strzałem z 27 metrów chybił o centymetry.

Sytuacja ta miała miejsce w 19. minucie meczu, to, co potem rozgrywało się przy ulicy Reymonta, najlepiej zaś skomentować milczeniem. Widzew wciąż nie potrafił niczego groźnego skonstruować, bo albo potwornie pudłował, albo kończyło się na spalonym. W zespole wicemistrza kraju adrenalina też chyba trochę spadła, gdyż w jego akcjach zaczęło brakować pomysłu i zaangażowania. Możliwe jest, iż był to zamierzony zabieg taktyczny, bo po nudnych 20 minutach zaskoczył wyśmienitą sytuacją. Krótko rozegrany rożny i precyzyjne dośrodkowanie Bhoukariego na dłuższy słupek, tam zaś czekał już Ceber, który jednak posłał piłkę wzdłuż linii końcowej. Jednak naprawdę niewiele brakowało, by Brazylijczyk otworzył wynik meczu. Jeszcze przed przerwą, już w doliczonym czasie gry, szansę na bramkę do szatni mieli widzewiacy. Goście wyszli z szybką kontrą, lecz na ich nieszczęście w sytuacji dwóch na dwóch Robak nie wpasował się z podaniem do wyjścia Sernasa i znów był spalony.
Drugie 45 minut z większym animuszem rozpoczęła „Biała Gwiazda”, tyle że w przeciwieństwie do początku spotkania, niewiele z tego wynikało. Ciekawa sytuacja miała miejsce około 50. minuty, lecz związane było to z boiskowymi przepychankami, a nie sportową rywalizacją. Przez moment wydawało się, że może się skończyć czerwoną kartką. Najpierw w starciu o piłkę Robak wykonał ruch łokciem w stronę Clebera, potem zaś Bhoukari agresywnie doskoczył do napastnika Widzewa. Skończyło się na żółtych kartonikach dla obu zawodników. Jednak jeśli ktoś się spodziewał, iż ten incydent rozpocznie brzydką grę, to się bardzo pomylił. Rzeczywiście, druga odsłona dostarczyła znacznie więcej sytuacji podbramkowych, lecz znów zabrakło skuteczności. Wpierw w 57. minucie dobry strzał Sernasa zza pola karnego wybił na rzut rożny Pawełek. Odpowiedź Wisły nastąpiła 10 minut później, gdy w bramkę nie trafił Rios po zagraniu Małeckiego.











