W Łodzi pojedynek beznadziejnych. Beznadziejny Bełchatów zmierzy się z jeszcze gorszym ŁKS-em. Dla łodzian to już naprawdę ostatni dzwonek, by utrzymać się w TME. Brak zwycięstwa oznacza spadek do I ligi.
Już tylko cud może sprawić, że łodzian w następnym sezonie ujrzymy w piłkarskiej ekstraklasie. Na dwie kolejki przed końcem rozgrywek ŁKS traci do bezpiecznego miejsca pięć punktów, a to oznacza, że podopieczni Piotra Świerczewskiego potrzebują kompletu wygranych i potknięć rywali, aby utrzymać się w TME. Niemożliwe? W teorii wszystko jest realne, choć trudno sympatykom łodzian z optymizmem patrzeć w przyszłość. W tym sezonie ich pupile odnieśli raptem pięć zwycięstw. Trzeba prawdzie spojrzeć w oczy. ŁKS ma już tylko matematyczne szanse, by swoją misję zakończyć z powodzeniem. Ale podobno nadzieja umiera ostatnia…

Rywalem łodzian będzie GKS Bełchatów, który w tym sezonie także nie rozpieszcza swoich fanów. Bełchatowianie zajmują odległe 13. miejsce w tabeli i z całą pewnością nie prezentują futbolu, jakiego od nich oczekiwano. Czarę goryczy przelała porażka przed tygodniem z Koroną. – Trzeba jasno powiedzieć, że przegraliśmy na własne życzenie. Rozegraliśmy słabe zawody – przyznał szkoleniowiec GKS-u, Kamil Kiereś. – Jedziemy do Łodzi, by zdobyć punkty, i w tym meczu chcemy sobie zapewnić całkowite utrzymanie w lidze. Powinniśmy grać agresywnie i z nastawianiem na ofensywę – zapowiada przed meczem z ŁKS-em, Maciej Wilusz.
– Punkt daje nam pewne utrzymanie i chcemy zakończyć sezon pozytywnym akcentem. Jesteśmy zespołem lepszym od naszych dwóch ostatnich rywali – wtóruje piłkarz GKS-u, Damian Zbozień. – Mam świadomość, że jedziemy na stadion zespołu, który umie grać w piłkę, ma swój potencjał, i to nie będzie łatwe spotkanie – przekonuje trener bełchatowian. Goście nie będą mogli skorzystać z Miroslava Bozoka i Kamila Kosowskiego, których z gry wyeliminowały kontuzje. Do składu powracają za to Dawid Nowak i Kamil Wacławczyk.

W czym ŁKS może upatrywać swojej szansy? Przede wszystkim w fatalnym dla bełchatowian bilansie spotkań na wyjeździe. GKS poza swoim obiektem przegrał już bowiem dziewięciokrotnie, wygrywając zaledwie raz. Gwoli sprawiedliwości przypomnieć trzeba jednak, że drużyna Świerczewskiego to z kolei najgorzej punktująca ekipa na własnym stadionie. Dość powiedzieć, że ostatnie zwycięstwo w Łodzi ŁKS odniósł jeszcze we wrześniu ubiegłego roku, kiedy pokonał Podbeskidzie.











