Nie pamiętam tak słabego mistrza. Statystyka też. Liczby jasno mówią, że to najsłabszy zdobywca tytułu od piętnastu lat, czyli od kiedy za zwycięstwo przyznawane są trzy punkty.
Ten sezon był niezwykle dziwny. Kadry potentatów przechodziły rewolucje, pozostali jakoś nie bardzo byli zainteresowani tytułem. Rewolucje w piłce nożnej, jak wiemy, nie od razu przynoszą efekty. Legia zaczęła grać w piłkę z początkiem maja, kiedy już wszystko było pozamiatane. Wisła „zaskoczyła” nieco szybciej, bo w lutym, czyli wraz z inauguracją rundy wiosennej. I te piętnaście (właściwie dwanaście) kolejek wystarczyło, by autobus z grupą rozśpiewanych facetów ubranych w czerwone koszulki, mógł przejechać ulicami Krakowa.

Z taką liczbą punktów (56), poprzedni sezon Wisła ukończyłaby ledwie na trzecim miejscu, dwa i trzy lata temu nie zakwalifikowałaby się nawet do pucharów. Wspomniałem, że żadna z drużyn specjalnie nie była zainteresowana tytułem. Jesienna Wisła także. Krakowianie gubili punkty w głupi sposób, notując nawet serię czterech meczów bez zwycięstwa. Ulegali także w najważniejszych meczach rundy – przegrali z Jagiellonią oraz Lechem. Na osłodę przyszło wysokie zwycięstwo z Legią i udany finisz, który zagwarantował drugie miejsce na półmetku rozgrywek.
Radosław Sobolewski, Patryk Małecki, Andraż Kirm. Co łączy tę trójkę, oprócz tego, że jest to absolutny trzon „Białej Gwiazdy”? Tylko oni wystąpili zarówno w pierwszej jak i ostatniej kolejce. To pokazuje, jak bardzo zmieniała się ta drużyna na przestrzeni sezonu. Z szatnią Wisły jest jak z krakowskim rynkiem. Tłoczno, miejscami więcej obcokrajowców niż Polaków. W zestawieniu z sezonem 2009/2010, w zespole zostało jedynie jedenastu zawodników. Tylko w minionym sezonie przez drużynę przewinęło się aż 34 piłkarzy. Większość z nich to obcokrajowcy. Szatnia Wisły to podręcznikowy przykład mozaiki kulturowej, komunikację zdominował język angielski. Ale to nie zagraniczny szrot, jaki często sprowadzany jest do polskich klubów. To topowi gracze słabszych lig (jak np. Cwetan Genkow, w chwili transferu prowadzący w klasyfikacji króla strzelców ligi bułgarskiej), albo szanowani piłkarze z tych najbardziej renomowanych (np. Kew Jaliens, który całe życie spędził w lidze holenderskiej).
Zanim przejdę do analizy poszczególnych transferów, warto zwrócić uwagę na zmiany personalne w strukturach klubu. W czerwcu ubiegłego na stanowisko prezesa Wisły powrócił Bogdan Basałaj. Za podstawowy cel obrał sobie zatrudnienie dyrektora sportowego z prawdziwego zdarzenia – człowieka światowego, doświadczonego, z masą kontaktów, z bogatą przeszłością piłkarską. Udało się. Do klubu zawitał Stan Valckx, były dyrektor sportowy PSV Eindhoven, odpowiadający za transfery takich sław, jak Damarcus Beasley czy Arouna Kone. Holender musi posiadać telefon z niebagatelną ilością pamięci, gdyż jego książka kontaktowa swoim rozmiarem może zawstydzić nawet najnowocześniejsze nowinki technologiczne. Valckx to człowiek obcujący w futbolowym światku, swe znajomości w większości zdobył jeszcze jako piłkarz – ma za sobą udaną karierę w PSV Eindhoven.












