Nie ma drugiego takiego miasta w Europie pod względem piłkarskim jak Londyn. Nigdzie nie spotkamy takiego natężenia klubów grających na zawodowym poziomie jak właśnie w stolicy Anglii. Począwszy od będących od lat w czołówce Arsenalu, Tottenhamu czy Chelsea, a skończywszy na III-ligowym AFC Wimbledon czy V-ligowym Leyton Orient. Spośród „mniejszych” klubów warto wyróżnić znajdujący się na zachodzie Londynu Fulham.
Słynne Craven Cottage
„The Cottagers” na swoim koncie nie mają spektakularnych sukcesów. Nie jest to klub, który na piłkarskiej mapie Londynu szczególnie wyróżnia się pod tym względem. Uwagę z pewnością przykuwa jego piękny stadion, położony tuż nad brzegiem Tamizy.
„Craven Cottage”, bo tak nazywa się ten obiekt, słynie z tradycyjnego, angielskiego wyglądu. Sama nazwa wywodzi się zresztą od słynnej rezydencji, która spłonęła w 1888 roku – w jej miejsce powstał stadion. Całości dopełnia stojąca w jednym z narożników chatka, zwana „The Cottage” – obecnie służąca za lożę VIP.
Fulham jest najstarszym zawodowym klubem w Londynie – za rok będzie obchodził 140. rocznicę powstania. Historycznie najważniejszymi meczami dla klubu są derby zachodniego Londynu rozgrywane z Chelsea. Bilans spotkań jest jednak zdecydowanie po stronie „The Blues”, którzy na 72 mecze triumfowali aż 42-krotnie. Już niebawem, 2 grudnia, Fulham będzie miało okazję poprawić ten bilans na stadionie odwiecznych rywali.
Chude lata
Przez ostatnie cztery sezony „The Whites” nie mieli takiej okazji. Po trzynastu latach gry w Premier League londyński zespół spadł z ligi. Dla wielu był to szok, ledwie rok wcześniej, w lipcu 2013 roku klub został bowiem przejęty przez pakistańskiego miliardera, Shahida Khana. Wielki majątek nie pomógł jednak w utrzymaniu.
Wydawało się jednak, że kwestią czasu będzie powrót Fulham do najwyższej klasy rozgrywkowej. Tymczasem w sezonie 2015/2016 drużyna prowadzona początkowo przez Feliksa Magatha miała spore problemy. Przez długi czas musiała walczyć o utrzymanie, które zapewnił dopiero obecny szkoleniowiec, Slavisa Jokanović.
To właśnie 50-letni Serb stał się architektem tegorocznego awansu „The Cottagers” do Premier League. Po wielkiej wygranej 1:0 bitwie z Aston Villą na Wembley Fulham powróciło do elity. Do kluczowych piłkarzy należeli: młodziutki skrzydłowy 18-letni Ryan Sessegnon, który zakończył sezon z szesnastoma bramkami, oraz sześć lat starszy snajper Aleksander Mitrović. Tę dwójkę wspomagał wypożyczony z Chelsea Lucas Piazon, będący jednak w cieniu Sessegnona.
Na prawej obronie brylował 26-letni Ryan Fredericks, który w letnim okienku transferowym odszedł jednak do West Hamu. Po przeciwległej stronie boiska dobrze spisywał się Matt Targett, który był jednak tylko wypożyczony z Southampthon.
Pracowite okienko…
Wzmocnienia Fulham w lecie wyglądały na naprawdę solidne. W pierwszej kolejności zadbano o wykupienie Aleksandara Mitrovicia z Newcastle za ponad 20 milionów euro. Ruch zrozumiały, Serb to bowiem sprawdzony napastnik, który nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Największym hitem było jednak sprowadzenie za 30 milionów euro Jeana Michaela Seriego z Nice, na którego chrapkę miały większe kluby niż „The Cottagers”.











