Arsenal Londyn wczorajszym zremisowaniem wygranego meczu znów się skompromitował. Winę za to powinni ponosić zarówno zawodnicy, jak i trener. W północnym Londynie Arsene Wenger jest jednak przecież nietykalny.
Nie ma co się oszukiwać. Czas Wengera na Emirates Stadium powinien dobiec końca już przed rozpoczęciem poprzedniego sezonu. Dostał kolejną szansę, udało się wygrać Puchar Anglii oraz zdobyć Superpuchar. Po latach bez laurów w końcu coś ugrał, więc najwyraźniej zapewnił sobie zatrudnienie na kolejne kilka lat.
Nawet kibice „Kanonierów” potrafią zgodnie powiedzieć, że Francuz zwyczajnie się już wypalił i powinien odejść. Jednak przez lata pracy Wenger stał się osobą praktycznie nietykalną w czerwonej części stolicy Anglii. Wydaje się, że to tylko od niego zależy, czy będzie dalej pracował.
Problemem Arsenalu pod postacią menedżera jest jego przewidywalność i niezmienność. Zdobywca Pucharu Anglii na początku wieku rządził na Wyspach i od tamtej pory system i pomysł praktycznie się nie zmieniły. „Kanonierzy” w odróżnieniu od reszty zagubili się w czasie i przestali się rozwijać.
Od kilku sezonów fani mają jeden poważny zarzut względem 65-latka. Transfery. A w zasadzie ich brak. Oczywiście Wenger zawsze kogoś ściąga, jednak brakowało konkretnego zawodnika. Poprzednie lato zakończył wyborowo, gdy wydał sporą kwotę na Mesuta Oezila. I przez pierwszą rundę wyglądało to wspaniale, bo Niemiec całkowicie odmienił grę zespołu. Z czasem się jednak wypalił i wyglądał coraz gorzej. Może po wyleczeniu kontuzji wróci stary, dobry Oezil.
Jeden transfer nie załatał jednak całej masy dziur. Podczas minionego okienka Wenger w końcu odważniej zadziałał. Ściągnięcie Alexisa Sancheza okazało się kapitalnym pomysłem, a Chilijczyk praktycznie już spłacił każdego centa wydanego na jego kartę. Gra kapitalnie, strzela masę bramek i właściwie decyduje o obliczu ekipy. Ma większy wpływ na drużynę, niż Oezil w poprzednim sezonie.
Calum Chambers. Przyznam, że pukałem się w czoło, patrząc na sumę wydaną za tego zawodnika. Teraz wypluwam to, co mówiłem. Młodziutki obrońca świetnie wpasował się w drużynę z Emirates i załatał chociaż część dziur w linii defensywnej. Z dnia na dzień zaskakuje coraz bardziej.
Inny transfer obrońcy troszeczkę nie podlega ocenie, po Mathieu Debuchy po kilku meczach doznał kontuzji i tyle go widzieli. Fakt jednak, że te spotkania, w których zagrał, wyszły mu całkiem nieźle.











