Sympatycy Realu Madryt i Cristiano Ronaldo oczekiwali, że ich idol na mistrzostwach udowodni niedowiarkom, że jest geniuszem piłki. Nie tylko klubowej. Wsparcie w reprezentacji Portugalii ma całkiem niezłe. Nie bez powodu wiele osób widziało w drużynie prowadzonej przez Fernando Santosa ekipę, dla której wynik gorszy niż ćwierćfinał będzie porażką. Okazuje się, że nazwiska nie grają.
Cristiano Ronaldo niejednokrotnie potwierdzał, że jest jednym z najwybitniejszych piłkarzy w historii futbolu. Nie potrafi tego jednak pokazać, reprezentując swój kraj. Gdyby był kwiatem wśród paździerzy można by go wytłumaczyć.
Patrząc na nazwiska zawodników reprezentujących kraj z Półwyspu Iberyjskiego, widzimy gwiazdy nie tylko topowych klubów z Lizbony i Porto, ale i zawodników z porządnych klubów europejskich. Nie widać jednak przełożenia ich umiejętności na poziom drużyny narodowej.
Oczywiście możemy mówić, że dziś Portugalii brakowało szczęścia, dwa słupki (w tym jeden po rzucie karnym), ale niewiele to zmienia w ocenie jej gry. W meczu z – bardzo słabą na tym turnieju – Austrią Portugalczycy mieli okazję pokazać, że pierwszy mecz był wpadką. Co zobaczyliśmy? Świetną technikę, niezłą szybkość rozgrywania akcji i główną przywarę drużyny – nieumiejętność gry zespołowej i brak powtarzalności.
Świetna drużyna z Euro 2004, podczas którego Portugalia jako gospodarz nieszczęśliwie przegrała finałowy mecz z sensacją turnieju – Grecją, nie znajduje swojej kontynuacji wśród dzisiejszych reprezentantów.
Czego brakuje drużynie pod wodzą Cristiano Ronaldo? Konwencji w grze, umiejętności stworzenia prawdziwego zespołu. Choć nazwiska niezłe i umiejętności wysokie, to wyników brak. Może za kilka lat, gdy Renato Sanchez stanie się ostoją środka pola, może, gdy wpływ „CR7” na drużynę będzie mniejszy… Może, może, może.
Dziś Portugalia to papierowy tygrys. Także zęby ma z papieru. Nieumiejętność pokonania zagonionej szkapy, jaką była dziś Austria, każe się zastanawiać, czy udział Portugalii w Euro 2016 nie zakończy się na trzech meczach. Wprawdzie ostatni mecz gra z Węgrami, ale nasi bratankowie pokazali, że nie ugną kolan przed wielkimi nazwiskami, a po dwóch kolejkach Portugalczyków nie ma potrzeby się bać.
Skoro już jesteśmy przy meczu, to z kronikarskiego obowiązku trzeba wspomnieć, że zakończył się bezbramkowym remisem, a Cristiano Ronaldo nie wykorzystał rzutu karnego.










