West Ham odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Natomiast Arsenal, mając szansę na dogonienie w tabeli Chelsea, traci trzy punkty w spotkaniu z West Bromwich.
West Ham 1:0 Tottenham
Dla Tottenhamu to już drugie derby w ciągu tygodnia. We wtorek sromotnie przegrali z Arsenalem 1:4, a druga derbowa porażka „Kogutom” nie przystoi. Natomiast dla West Hamu, po najgorszym w historii początku w Premier League, jedyną szansą na wygraną z Tottenhamem jest atak od pierwszej minuty.
Początek meczu zdecydowanie należał do gospodarzy. Już w pierwszej minucie strzał na bramkę rywala oddał Victor Obinna. Dalsze minuty również przebiegały pod dyktando „Młotów”. Kolejno strzały oddawali Dyer i Piquionne, jednak ich ataki nie zagrażały bramce Carlo Cuddicinego. Ataki gości ograniczały się głównie do groźnych strzałów Van der Vaarta i Jenasa. Natarcie West Hamu przyniosło efekty w 29. minucie, kiedy to po podaniu z rogu Marca Noble’a gola głową strzelił Frederic Piquionne. Odpowiedzią „Kogutów” był fantastyczny strzał zza pola karnego Luci Modricia, ale kapitalnie w tej sytuacji interweniował Robert Green. Jeszcze w końcówce pierwszej połowy wyrównać stan meczu próbował rozgrywający dobre spotkanie Rafael Van der Vaart.
W drugiej połowie Harry Redknapp nie zmienił stylu gry swojej drużyny. Goście nadal próbowali oddawać strzały z daleka. Najlepsze okazje miał Tom Huddlestone. Najpierw uderzył piłkę ponad poprzeczkę, a potem nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Greenem, nie trafiając w pustą bramkę. Widząc bezradność swoich piłkarzy, Harry Redknapp posłał do boju Robbie Keane’a, Giovaniego Dos Santosa oraz Romana Pawluczenkę. Jednak nawet wejście kolejnych napastników nie odmieniło obrazu gry Tottenhamu. Tempo spotkania spadło. Gospodarze ograniczyli się do gry z kontry. Jeszcze dwukrotnie swój zespół od wyższej porażki uratował Cuddicini, po dobrych strzałach Cole’a i Noble’a. W Tottenhamie kolegów do gry próbował poderwać Modrić, ale jego ładną akcję zmarnował Robbie Keane. Wynik do końca meczu się nie zmienił.
West Ham odnosi pierwsze zwycięstwo w tym sezonie, a Tottenham musi poprawić formę przed spotkaniem w Lidze Mistrzów.
Arsenal 2:3 West Brom
Przed sezonem Arsenal zapowiadał, że w ten rok będzie należał do niego. Jednak takie wpadka jak ta ubiegłotygodniowa z Sunderlandem na pewno go do tytułu nie przybliża. Pojedynki z potencjalnie słabszymi rywalami powinien wygrywać. W meczu z West Brom „Kanionerzy” muszą radzić sobie bez kilku podstawowych graczy, a mianowicie: Bendtnera, Ramseya, Vermaelena, Frimponga, Walcotta, Van Persiego i Fabregasa. Natomiast goście opromieniowani po zwycięstwie nad Manchesterem City w tym tygodniu będą szukać punktów na Emirates Stadium.
Mecz zgodnie ze wcześniejszymi przewidzeniami lepiej rozpoczął Arsenal. W 8. minucie doskonałą okazję do zdobycia bramki zmarnował Clichy. Pięć minut później podobnej okazji nie wykorzystał Andriej Arszawin. Piłka po jego strzałach dwukrotnie trafiła w słupek. Po okresie przewagi „Kanonierów” groźną akcje przeprowadzili goście, ale Almunia zdołał wybronić strzał Odemwingiego. Po tej akcji WBA nabrało pewności w grze. W 36. minucie Almunia sfaulował w polu karnym Odemwingiego i arbiter spotkania wskazał na wapno. Hiszpan odkupił swoje winy, broniąc karnego, którego wykonywał Brunt. W końcówce pierwszej połowy piłkarze Wengera mieli okazje, ale niezawodny w bramce okazał się Scott Carson.










