W niedzielnych meczach Premiership odnotowano kolejny zaskakujący wynik. Sunderland rzutem na taśmę zdołał pokonać Manchester City. W innym spotkaniu Liverpool pokonał West Bromwich Albion, jednak różnicą tylko jednej bramki.
Sunderland 1:0 Manchester City
Na Stadionie Światła w Sunderlandzie gospodarze zmierzyli się z gośćmi z Manchesteru, podopiecznymi Roberto Manciniego. W ostatniej kolejce uznali oni wyższość beniaminka, West Bromwich Albion. „The Citizens” zaś odprawili trzema bramkami Liverpool, więc uchodzili za bezsprzecznych faworytów tego spotkania. W pierwszej jedenastce gości ponownie wybiegł Adam Johnson, na ławce zaś po raz po raz kolejny usiedli Shay Given (który ponoć jest bliski przenosin do Fulham) oraz David Silva.

City zdominowało tegoroczny rynek transferowy, a wydane pieniądze powoli zaczynają procentować. Widać stopniową poprawę i zgranie, lecz jak pokazał mecz, muszą oni popracować nad grą na wyjazdach. Okazję ku objęciu prowadzenia mieli już po kwadransie, a Carlos Tevez praktycznie nie ma usprawiedliwienia na swoje fatalne pudło. Podopieczni Manciniego fantastycznie skontrowali przeciwnika po rzucie rożnym dla Sunderlandu, a kluczowym czynnikiem w tej akcji okazała się być szybkość zakupionego w bieżącym okienku transferowym Yayi Toure, który przebiegł dość spory odcinek drogi. Zdołał on zwieść obrońców i gdy zbliżył się do pola karnego Mignoleta, zagrał prostopadle do wspomnianego Argentyńczyka. Ten miał przed sobą pustą bramkę, lecz ku radości lokalnych kibiców przestrzelił. Od tamtej pory goście przez spory czas nie zdołali wykreować okazji stosownej ku objęciu prowadzenia.
Nie lepiej było jednak po stronie Sunderlandu. W dodatku mecz robił się momentami brutalny, w wyniku czego sędzia często przerywał grę, by sztab medyczny mógł udzielić pomocy. Podopieczni Bruce’a w ataku nie grali najlepiej, w dodatku na baczności pozostawała defensywa gości. Kolo Toure był w dość dobrej dyspozycji, a przynajmniej takiej, która pozwalała mu na niejednokrotne zatrzymanie Benta. „The Citizens” mieli szansę na otworzenie wyniku meczu tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę, dobre podanie otrzymał bowiem Yaya Toure. Jednak o ile były gracz Barcelony dobrze rozgrywał piłkę, tak strzały nie wychodziły mu najlepiej.
Druga odsłona spotkania była pokazem bezradności podopiecznych Manciniego, który po tym meczu zdecydowanie ma powody do zamartwień. Jeżeli jego zawodnicy mają bowiem walczyć o prawo gry w Lidze Mistrzów, to nie mogą w łatwy sposób tracić piłki i przez większość meczu mieć przed sobą obrońców. Po dojściu pod bramkę rywala, nie może też im zabraknąć pomysłu na rozegranie. Po godzinie gry to Sunderland częściej przejawiał inicjatywę, a nie pomogło też wprowadzenie na boisku Davida Silvy. Prawdziwe emocje rozpoczęły się w jednak w doliczonym czasie. Richards w dość lekkomyślny bowiem sposób sfaulował Darrena Benta. Otrzymał on żółtą kartkę, zresztą podobnie jak Kolo Toure, który przeciwko decyzji sędziego protestował. Arbiter zdania jednak nie zmienił. Do „wapna” podszedł poszkodowany napastnik i jako pierwszy w bieżącym sezonie pokonał Joe Harta. Ambicje Manchesteru City zostały zatem zdecydowanie podrażnione. Podopieczni Manciniego zanotowali kolejny słaby występ na wyjeździe, a Sunderland potwierdził, że na Stadium of Light częstokroć zdarzają niespodzianki.











