Hamburger SV zwyciężył w pojedynku z Borussią Dortmund 3:0 po golach Jiracka, Lasoggi i Calhanoglu. Bajecznej urody było zwłaszcza ostatnie trafienie.
Kibice sympatyzujący z Borussią Dortmund wyobrażali sobie sobotni mecz z Hamburgerem SV zdecydowanie inaczej. Spodziewali się zapewne gradu goli autorstwa Roberta Lewandowskiego i spółki. Rzeczywistość napisała jednak zupełnie inny scenariusz.
Podopieczni Juergena Kloppa próbowali od początku kontrolować grę, jednak gospodarze robili wszystko, aby im to uniemożliwić. Mnożyły się błędy techniczne i złe rozwiązania poszczególnych graczy BVB. W 17. minucie błąd popełnił Łukasz Piszczek, którego Jiracek bardzo łatwo oszukał w polu karnym i oddał groźny strzał, ale w bramce czujny był Roman Weidenfeller. W 29. minucie swoją świetną okazję miał Lewandowski, który dostał podanie od Schmelzera, ale przestrzelił będąc kilka metrów od bramki.
Borussii w sobotnie popołudnie wyraźnie nie szło, natomiast nie można tego powiedzieć o piłkarzach Hamburgera, którzy w 42. minucie, ku zdziwieniu chyba najwierniejszych kibiców, strzelili pierwszego gola w meczu. Autorem bramki był Petr Jiracek, który wykorzystał świetne dogranie. W pierwszej połowie wiele się nie działo, z wyjątkiem sensacyjnej bramki czeskiego zawodnika. Borussia kompletnie nie miała pomysłu na stworzenie klarownych sytuacji.
Druga część meczu rozpoczęła się bardzo ostro, ponieważ w pierwszych kilku minutach mieliśmy wysyp fauli, które jednak na szczęście nie przynosiły efektów w postaci urazów. Nie trzeba było długo czekać na kolejne trafienie Hamburgera. W 59. minucie Lasogga dostał fenomenalne podanie, dzięki czemu znalazł się sam na sam z Weidenfellerem i technicznym strzałem pokonał golkipera BVB. Kolejne sensacyjne trafienie wcale nie obudziło „Żółto-czarnych”.
W 72. minucie blisko zdobycia bramki był Łukasz Piszczek, który zamknął dośrodkowanie uderzeniem głową, jednak piłka zatrzymała się na poprzeczce. Świetnie bronił Rene Adler, którego ostrzeliwali piłkarze BVB, ale w sobotnie popołudnie nie potrafili go pokonać podopieczni trenera Kloppa. Kiedy wydawało się, że wynik nie ulegnie zmianie, sędzia odgwizdał rzut wolny, do którego podszedł Calhanoglu i z niemal 40 metrów huknął, zdobywając w fantastyczny sposób bramkę nadzwyczajnej urody. Trzeci cios dla Borussii i nokaut.
Bramka Calhanoglu:








