Nasze rozstanie z reprezentacją Polski wcale nie potrwa długo. Już 4 września w dalekim Kazachstanie zaczynamy eliminacje do mistrzostw świata w Rosji, które odbędą się w 2018 roku. Budowa zespołu pod ten turniej w zasadzie zaczyna się dzień po odpadnięciu z Euro. Nie możemy popaść w samozachwyt, kilka rzeczy z pewnością można i wypada poprawić. Od zawsze bardzo modnym zwrotem na początku przygotowań do kolejnych eliminacji było stwierdzenie, że „trzon zespołu już mamy, teraz kompletujemy pozostałe elementy”. Tym razem jednak sytuacja jest zgoła odmienna. Mamy już w zasadzie całą wyjściową jedenastkę, nikt z niej raczej nie zakończy reprezentacyjnej kariery, musimy dobudowywać tylko kolejne cegiełki. W których aspektach mamy pole do działania?
Partner dla Krychowiaka
Pierwszy, dość palący problem. Krzysztof Mączyński turniej we Francji wybiegał, bardzo daleko mu było jednak do dyspozycji Grzegorza Krychowiaka, który należał do najlepszych piłkarzy całej imprezy. Idealnym dopełnieniem do walecznego defensywnego pomocnika byłby piłkarz o nieco bardziej ofensywnym usposobieniu, niezapominający o obowiązkach w destrukcji. Wszyscy oczekują, że taką rolę pełnić będzie Piotr Zieliński, który w teorii wydaje się być idealnym kandydatem, dotychczas jednak u Adama Nawałki raczej zawodził. Wpasowanie trzeciego najdroższego polskiego piłkarza według wyceny portalu Transfermarkt.de to coś, nad czym selekcjoner powinien spędzić dużo czasu – potencjalne korzyści warte są zachodu.
Piotr Zieliński, Karol Linetty, Filip Starzyński, Damian Dąbrowski – oni wszyscy mogą niedługo wskoczyć na poziom godny wyjściowego składu reprezentacji Polski.
Wiadomo jednak, że opieranie swoich nadziei o jednego piłkarza może nie wystarczyć. Sztab szkoleniowy reprezentacji Polski musi koniecznie obserwować rozwój kilku innych graczy środka pola, którzy nie osiągnęli jeszcze sufitu swoich możliwości. Mowa o takich zawodnikach, jak Karol Linetty, Damian Dąbrowski i chyba wciąż jeszcze Filip Starzyński. Jeśli żaden nie spełni pokładanych w nim nadziei, Nawałce pozostanie wierny żołnierz, od którego rozpoczął się cały ten akapit. Krzysztof Mączyński osiągnął właśnie wiek, w którym szczyt fizycznych możliwości spotyka się z niemałym doświadczeniem. Jeśli jednak ktoś z wymienionej czwórki trwale wskoczy na oczekiwany poziom, piłkarzowi Wisły nie uda się utrzymać miejsca w wyjściowej jedenastce reprezentacji.
Konkurencja dla skrzydłowych
Na tę chwilę reprezentacja dysponuje dwoma pewniakami do gry w bocznej strefie boiska. Prawa strona to królestwo Jakuba Błaszczykowskiego, lewa należy do Kamila Grosickiego. Posiadanie graczy tej klasy daje spokój i pewność, wszak obaj niejednokrotnie udowadniali, że w szczycie formy są w stanie wznieść się na co najmniej europejski poziom. Nie możemy jednak zapominać, jakie problemy od lat prześladują byłego kapitana naszej reprezentacji, a i piłkarz Rennes miewa tendencję do łapania urazów. Dobrze by było, by obaj gracze mieli minimum po jednym mocnym konkurencie – zmiennik to nieco za mało.
Wiemy, jakim potencjałem dysponuje Bartosz Kapustka. Oczekujemy, że jego forma i umiejętności rosnąć będą wraz z nabywanym doświadczeniem. Przed młodym Polakiem moment decyzji, co dalej z jego karierą. Wyjechać teraz i liczyć na kontynuację świetnej passy, czy zostać i mieć nadzieję na niepopadnięcie w stagnację. Dwie drogi, w każdej potencjalne pułapki. Jeśli wybierze źle, niewykluczone, że na jakiś czas go stracimy – nie będzie sensu powoływać do kadry 19-latka, który mecze w klubie ogląda z trybun.
Przed Bartoszem Kapustką moment decyzji, co dalej z jego karierą. Wyjechać teraz i liczyć na kontynuację świetnej passy, czy zostać i mieć nadzieję na niepopadnięcie w stagnację.
Z drugiej strony bardzo sensowną kandydaturą wydawał się Paweł Wszołek; trzeba mieć nadzieję, że rosły skrzydłowy utrzyma dyspozycję sprzed pechowej kontuzji, jakiej doznał na zgrupowaniu reprezentacji. 24-latek przedłużył ostatnio umowę z Hellasem Werona, wraz z którym występował będzie teraz w rozgrywkach Serie B. Z jednej strony spada poziom ligi, Wszołek będzie mógł więc jeszcze bardziej się wykazać, z drugiej – cotygodniowa walka z obrońcami, nieraz światowej klasy, sama w sobie musiała wpływać na dyspozycję Polaka.
Sytuacja stanie się nieco bardziej skomplikowana, gdy któryś z piłkarzy nie będzie prezentował wystarczającej formy, by grać w naszej kadrze. Nasza ekstraklasa nie dysponuje w tej chwili wieloma ciekawymi opcjami na skrzydła, w razie problemów pozostaje więc liczyć na perfekcyjny jak dotąd nos Adama Nawałki do zawodników, którzy potencjalnie nie mają prawa w reprezentacji wypalić, lub czekać na to, aż objawi nam się ktoś nowy, kto w niedługim czasie wskoczy na odpowiedni poziom. Czy jest na to szansa? Zawsze jest.
Boki obrony
Nie, tym razem nie chodzi o szukanie na siłę lewonożnego defensora. Artur Jędrzejczyk pokazał wszystkim niedowiarkom, że mógłby zdominować rywalizację na lewej obronie na lata. Mógłby, gdyby nie fakt, że ma poważnego rywala w osobie Macieja Rybusa. Do niedawna skrzydłowy został sprowadzony do renomowanego Olympique Lyon właśnie jako wzmocnienie bloku defensywnego, w dodatku wydaje się nie mieć poważniejszej konkurencji. Będzie ciekawie.
Jeszcze dwa, trzy lata temu głośno mówiono o tym, że w Polsce mamy wręcz niemożliwe zatrzęsienie utalentowanych prawych obrońców. Dziś mniej martwimy się o lewą stronę.
Problem niespodziewanie pojawia się na prawej stronie. Jest Łukasz Piszczek i, o ile wiadomo, kariery kończyć nie zamierza, ale o następcach wypada już myśleć. Jeśli „Jędza” na stałe przejdzie na lewą obronę, w odwodzie nie pozostanie w tej chwili nikt, kto prezentowałby poziom godny obecnej gry naszej kadry. Jest to o tyle ciekawe, że jeszcze dwa, trzy lata temu głośno mówiono o tym, że w Polsce mamy wręcz niemożliwe zatrzęsienie utalentowanych graczy na tę pozycję. Olkowski, Bereszyński, Kędziora – oni wszyscy zgubili gdzieś prezentowaną wcześniej formę, żaden nie jest w tym momencie nawet w połowie tak dobry jak zawodnik Borussii Dortmund.
I znowu, rozwiązania są dwa. Pierwsze to nadzieja, że Adam Nawałka, ze swoim szóstym zmysłem, znajdzie rozwiązanie w przypadku każdej możliwej plagi. Znając selekcjonera, ten postanowiłby zmienić pozycję jednemu ze sprawdzonych już graczy, ten zaś zapewne odwdzięczyłby się znakomitą dyspozycją… Drugą opcją jest czekanie na to, że ktoś się pokaże. Na to szansa jest zawsze.
Szeroka ławka
Tego trochę zabrakło na Euro. Dobrze byłoby mieć kadrę, w której jest minimum sześciu, siedmiu zmienników nieodbiegających klasą od piłkarzy z wyjściowej jedenastki. Gdyby tak było, selekcjoner nie miałby obaw przed wpuszczaniem rezerwowych nawet za największe gwiazdy, które mogłyby odpocząć właściwie w każdej chwili. Jasne, na taki prawdziwy komfort zmian może sobie pozwolić pewnie pięciu czy sześciu trenerów kadr narodowych w Europie, niemniej u nas dysproporcja ta była aż nadto widoczna.
Aspekty psychologiczne
Bardzo dobrze, że mamy okazję do świętowania. Super, że mamy w sobie mentalność zwycięzców i pewność siebie godną czołowej europejskiej drużyny. Nie możemy jednak zapomnieć, że udział w eliminacjach do kolejnego turnieju to konieczność, a miejsce w imprezie docelowej nie jest przyznawane z urzędu. Znów trzeba ciułać punkty i uważać, by nie tracić ich w spotkaniach z rywalami na papierze o wiele słabszymi. W zasadzie teraz w naszej grupie każdy zespół będzie postrzegany jako gorszy niż nasz, mobilizacja na Polaków będzie więc szczególna.
Właśnie w tym aspekcie największą rolę ma do odegrania sztab szkoleniowy. Zawodnicy muszą być świadomi swojej siły, ale i nie zapominać, że niepokonany to był Joe Calzaghe, a każda, absolutnie każda reprezentacja piłkarska jest w stanie urwać punkty faworytowi. Mając na uwadze lata panowania Adama Nawałki, wydaje się, że o podobnym rozprężeniu mowy nie będzie, a „Biało-czerwoni” do wszystkich rywali podejdą z należytym szacunkiem, ale i świadomością swojej siły. Powinno być dobrze.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Nasze rozstanie z reprezentacją Polski wcale nie potrwa długo. Już 4 września w dalekim Kazachstanie zaczynamy eliminacje do mistrzostw świata w Rosji, które odbędą się w 2018 roku. Budowa zespołu pod ten turniej w zasadzie zaczyna się dzień po odpadnięciu z Euro. Nie możemy popaść w samozachwyt, kilka rzeczy z pewnością można i wypada poprawić. Od zawsze bardzo modnym zwrotem na początku przygotowań do kolejnych eliminacji było stwierdzenie, że „trzon zespołu już mamy, teraz kompletujemy pozostałe elementy”. Tym razem jednak sytuacja jest zgoła odmienna. Mamy już w zasadzie całą wyjściową jedenastkę, nikt z niej raczej nie zakończy reprezentacyjnej kariery, musimy dobudowywać tylko kolejne cegiełki. W których aspektach mamy pole do działania?
Partner dla Krychowiaka
Pierwszy, dość palący problem. Krzysztof Mączyński turniej we Francji wybiegał, bardzo daleko mu było jednak do dyspozycji Grzegorza Krychowiaka, który należał do najlepszych piłkarzy całej imprezy. Idealnym dopełnieniem do walecznego defensywnego pomocnika byłby piłkarz o nieco bardziej ofensywnym usposobieniu, niezapominający o obowiązkach w destrukcji. Wszyscy oczekują, że taką rolę pełnić będzie Piotr Zieliński, który w teorii wydaje się być idealnym kandydatem, dotychczas jednak u Adama Nawałki raczej zawodził. Wpasowanie trzeciego najdroższego polskiego piłkarza według wyceny portalu Transfermarkt.de to coś, nad czym selekcjoner powinien spędzić dużo czasu – potencjalne korzyści warte są zachodu.
Piotr Zieliński, Karol Linetty, Filip Starzyński, Damian Dąbrowski – oni wszyscy mogą niedługo wskoczyć na poziom godny wyjściowego składu reprezentacji Polski.
Wiadomo jednak, że opieranie swoich nadziei o jednego piłkarza może nie wystarczyć. Sztab szkoleniowy reprezentacji Polski musi koniecznie obserwować rozwój kilku innych graczy środka pola, którzy nie osiągnęli jeszcze sufitu swoich możliwości. Mowa o takich zawodnikach, jak Karol Linetty, Damian Dąbrowski i chyba wciąż jeszcze Filip Starzyński. Jeśli żaden nie spełni pokładanych w nim nadziei, Nawałce pozostanie wierny żołnierz, od którego rozpoczął się cały ten akapit. Krzysztof Mączyński osiągnął właśnie wiek, w którym szczyt fizycznych możliwości spotyka się z niemałym doświadczeniem. Jeśli jednak ktoś z wymienionej czwórki trwale wskoczy na oczekiwany poziom, piłkarzowi Wisły nie uda się utrzymać miejsca w wyjściowej jedenastce reprezentacji.
Konkurencja dla skrzydłowych
Na tę chwilę reprezentacja dysponuje dwoma pewniakami do gry w bocznej strefie boiska. Prawa strona to królestwo Jakuba Błaszczykowskiego, lewa należy do Kamila Grosickiego. Posiadanie graczy tej klasy daje spokój i pewność, wszak obaj niejednokrotnie udowadniali, że w szczycie formy są w stanie wznieść się na co najmniej europejski poziom. Nie możemy jednak zapominać, jakie problemy od lat prześladują byłego kapitana naszej reprezentacji, a i piłkarz Rennes miewa tendencję do łapania urazów. Dobrze by było, by obaj gracze mieli minimum po jednym mocnym konkurencie – zmiennik to nieco za mało.
Wiemy, jakim potencjałem dysponuje Bartosz Kapustka. Oczekujemy, że jego forma i umiejętności rosnąć będą wraz z nabywanym doświadczeniem. Przed młodym Polakiem moment decyzji, co dalej z jego karierą. Wyjechać teraz i liczyć na kontynuację świetnej passy, czy zostać i mieć nadzieję na niepopadnięcie w stagnację. Dwie drogi, w każdej potencjalne pułapki. Jeśli wybierze źle, niewykluczone, że na jakiś czas go stracimy – nie będzie sensu powoływać do kadry 19-latka, który mecze w klubie ogląda z trybun.
Przed Bartoszem Kapustką moment decyzji, co dalej z jego karierą. Wyjechać teraz i liczyć na kontynuację świetnej passy, czy zostać i mieć nadzieję na niepopadnięcie w stagnację.
Z drugiej strony bardzo sensowną kandydaturą wydawał się Paweł Wszołek; trzeba mieć nadzieję, że rosły skrzydłowy utrzyma dyspozycję sprzed pechowej kontuzji, jakiej doznał na zgrupowaniu reprezentacji. 24-latek przedłużył ostatnio umowę z Hellasem Werona, wraz z którym występował będzie teraz w rozgrywkach Serie B. Z jednej strony spada poziom ligi, Wszołek będzie mógł więc jeszcze bardziej się wykazać, z drugiej – cotygodniowa walka z obrońcami, nieraz światowej klasy, sama w sobie musiała wpływać na dyspozycję Polaka.
Sytuacja stanie się nieco bardziej skomplikowana, gdy któryś z piłkarzy nie będzie prezentował wystarczającej formy, by grać w naszej kadrze. Nasza ekstraklasa nie dysponuje w tej chwili wieloma ciekawymi opcjami na skrzydła, w razie problemów pozostaje więc liczyć na perfekcyjny jak dotąd nos Adama Nawałki do zawodników, którzy potencjalnie nie mają prawa w reprezentacji wypalić, lub czekać na to, aż objawi nam się ktoś nowy, kto w niedługim czasie wskoczy na odpowiedni poziom. Czy jest na to szansa? Zawsze jest.
Boki obrony
Nie, tym razem nie chodzi o szukanie na siłę lewonożnego defensora. Artur Jędrzejczyk pokazał wszystkim niedowiarkom, że mógłby zdominować rywalizację na lewej obronie na lata. Mógłby, gdyby nie fakt, że ma poważnego rywala w osobie Macieja Rybusa. Do niedawna skrzydłowy został sprowadzony do renomowanego Olympique Lyon właśnie jako wzmocnienie bloku defensywnego, w dodatku wydaje się nie mieć poważniejszej konkurencji. Będzie ciekawie.
Jeszcze dwa, trzy lata temu głośno mówiono o tym, że w Polsce mamy wręcz niemożliwe zatrzęsienie utalentowanych prawych obrońców. Dziś mniej martwimy się o lewą stronę.
Problem niespodziewanie pojawia się na prawej stronie. Jest Łukasz Piszczek i, o ile wiadomo, kariery kończyć nie zamierza, ale o następcach wypada już myśleć. Jeśli „Jędza” na stałe przejdzie na lewą obronę, w odwodzie nie pozostanie w tej chwili nikt, kto prezentowałby poziom godny obecnej gry naszej kadry. Jest to o tyle ciekawe, że jeszcze dwa, trzy lata temu głośno mówiono o tym, że w Polsce mamy wręcz niemożliwe zatrzęsienie utalentowanych graczy na tę pozycję. Olkowski, Bereszyński, Kędziora – oni wszyscy zgubili gdzieś prezentowaną wcześniej formę, żaden nie jest w tym momencie nawet w połowie tak dobry jak zawodnik Borussii Dortmund.
I znowu, rozwiązania są dwa. Pierwsze to nadzieja, że Adam Nawałka, ze swoim szóstym zmysłem, znajdzie rozwiązanie w przypadku każdej możliwej plagi. Znając selekcjonera, ten postanowiłby zmienić pozycję jednemu ze sprawdzonych już graczy, ten zaś zapewne odwdzięczyłby się znakomitą dyspozycją… Drugą opcją jest czekanie na to, że ktoś się pokaże. Na to szansa jest zawsze.
Szeroka ławka
Tego trochę zabrakło na Euro. Dobrze byłoby mieć kadrę, w której jest minimum sześciu, siedmiu zmienników nieodbiegających klasą od piłkarzy z wyjściowej jedenastki. Gdyby tak było, selekcjoner nie miałby obaw przed wpuszczaniem rezerwowych nawet za największe gwiazdy, które mogłyby odpocząć właściwie w każdej chwili. Jasne, na taki prawdziwy komfort zmian może sobie pozwolić pewnie pięciu czy sześciu trenerów kadr narodowych w Europie, niemniej u nas dysproporcja ta była aż nadto widoczna.
Aspekty psychologiczne
Bardzo dobrze, że mamy okazję do świętowania. Super, że mamy w sobie mentalność zwycięzców i pewność siebie godną czołowej europejskiej drużyny. Nie możemy jednak zapomnieć, że udział w eliminacjach do kolejnego turnieju to konieczność, a miejsce w imprezie docelowej nie jest przyznawane z urzędu. Znów trzeba ciułać punkty i uważać, by nie tracić ich w spotkaniach z rywalami na papierze o wiele słabszymi. W zasadzie teraz w naszej grupie każdy zespół będzie postrzegany jako gorszy niż nasz, mobilizacja na Polaków będzie więc szczególna.
Właśnie w tym aspekcie największą rolę ma do odegrania sztab szkoleniowy. Zawodnicy muszą być świadomi swojej siły, ale i nie zapominać, że niepokonany to był Joe Calzaghe, a każda, absolutnie każda reprezentacja piłkarska jest w stanie urwać punkty faworytowi. Mając na uwadze lata panowania Adama Nawałki, wydaje się, że o podobnym rozprężeniu mowy nie będzie, a „Biało-czerwoni” do wszystkich rywali podejdą z należytym szacunkiem, ale i świadomością swojej siły. Powinno być dobrze.