Bayern Monachium nie dotrwa do końca rundy jesiennej bez porażki. Podopieczni Pepa Guardioli pomimo świetnej pierwszej połowy ulegli na Borussia-Park Borussii Moenchengladbach 1:3. Wynik dla wielu był dużym zaskoczeniem, jednak należało się spodziewać trudnych warunków stawianych przez gospodarzy. Jubileuszu Francka Ribery’ego nie uratował nawet jego gol.
Odejście Luciena Favre’a, wybawiciela od wielkich problemów kilka lat temu i trenera, który wprowadził „Źrebaki” do Ligi Mistrzów, okazało się genialną decyzją. Szwajcar opuszczał drużynę w fatalnej sytuacji, jednak wiedział, jak tak szokująca decyzja zadziała na jego byłych już podopiecznych. Ci, po zmianie trenera i minimalnych rotacjach w składzie i taktyce, prezentują się jak nowo narodzeni. Znowu widzimy tę radość i przyjemność z gry, pojawiły się wyniki i nikt z nowej solidnej ekipy w Bundeslidze już nie będzie kpił.
Bardzo dobra seria miała zostać przerwana przez Bayern Monachium, który dumnie kroczy po mistrzostwo Niemiec bez porażki. Przed tą kolejką na jego koncie znajdował się tylko jeden remis i 14 zwycięstw. Patrząc na to w ten sposób, myślę, że nic dziwnego, że według bukmacherów „Bawarczycy” mieli zniszczyć „Die Fohlen”. Jeśli ktoś uważnie śledzi Bundesligę, doskonale wie, jak BMG czuje się w takich spotkaniach oraz że już nie raz piłkarze z Zagłębia Ruhry napsuli dużo krwi kolegom i samemu Robertowi Lewandowskiemu.
Gra Bayernu w sobotnie popołudnie przypominała grę „Barcy” z okresu Guardioli. Podanie, podanie, podanie… i tak by uśpić przeciwnika. W siedemnastej minucie nagle przyspieszyli i po czterech genialnych podaniach z pierwszej piłki Robert Lewandowski stał już przed Yannem Sommerem. Polak razem z Thomasem Muellerem, który miał okazję sekundy później, postarali się o podniesienie not szwajcarskiego bramkarza, dwukrotnie ładując futbolówkę w jego korpus. Nie minęło 10 minut, a były piłkarz FC Basel dwukrotnie w ciągu 10 sekund uratował swoją drużynę przed stratą gola.
Z bardzo dobrej strony pokazywał się też trzeci i najmłodszy członek „szwajcarskiej kolonii” w wyjściowej jedenastce Borussii Moenchengladbach. Nico Elvedi najpierw skutecznie zatrzymał Comana, gdy ten zmierzał już sam na sam w kierunku szesnastki gospodarzy, a potem ruszył ze świetną kontrą, którą zakończył groźnym strzałem. Bayern w pierwszej połowie dominował, jednak znowu miał problemy z udokumentowaniem tego przed gwizdkiem.
Życie sprawia, że coś, co w teorii nie ma prawa się udać, kończy się sukcesem, a z zamieszania powstaje coś wielkiego. Monachijska orkiestra grała kołysankę tak długo, aż sama uśpiła swoją czujność. Wendt po raz kolejny w tym spotkaniu robił wiatr na skrzydle, co dziesięć minut po rozpoczęciu drugiej odsłony wreszcie przyniosło skutek.









