Po ospałej pierwszej i znacznie bardziej dynamicznej drugiej połowie wrocławianie wygrali z Lechią w 12. kolejce T-Mobile Ekstraklasy 1:0. Historycznego, bo pierwszego gola na nowym stadionie zdobył Johan Voskamp.
Kibice powoli nadciągali na trybuny, z minuty na minutę wypełniając go po ostatnie miejsce. Race, okrzyki bojowe pod adresem obydwu zespołów i prawdziwa piłkarska feta – tak wyglądały sektory Stadionu Miejskiego we Wrocławiu. Atmosferę, żar futbolowych emocji dało się odczuć daleko poza obiektem, który tętnił życiem wyjątkowo mocno tego wieczoru. Przed pierwszym gwizdkiem zebrani na stadionie kibice nie nudzili się nawet przez chwilę. Najpierw organizatorzy zaserwowali sympatykom obydwu drużyn film prezentujący obiekt sportowy oraz samą drużynę Śląska, a następnie na murawie zameldowali się prezes T-Mobile Ekstraklasy, a także prezydent Wrocławia w towarzystwie Oresta Lenczyka.

Pomimo świetnego klimatu, jaki tworzyli kibice, początek spotkania był bardzo spokojny, a momentami wręcz ospały. Na szczęście piłkarze z czasem grali coraz odważniej, a Śląsk przejmował inicjatywę, jaką w pierwszym kwadransie wypracowała sobie Lechia. Gdańszczanie mieli znakomitą okazję już w 12. minucie, gdy zapowiadający przed meczem powrót do wielkiej formy Traore znalazł się przed Gikiewiczem, jednak nie potrafił oddać strzału, a futbolówka ostatecznie wylądowała w rękach bramkarza gospodarzy.
Lechia w początkowej fazie meczu imponowała wysokim kryciem oraz zagęszczeniem środka pola, co znacznie utrudniało Śląskowi narzucenie własnego stylu gry. Mimo to przyjezdni nie potrafili wykorzystać swojej przewagi w żaden sposób, a sytuacji bramkowych po pół godzinie gry ze strony graczy Tomasza Kafarskiego nie było wcale. Dopiero kilka minut przed końcem pierwszej połowy do klarownej sytuacji doszedł Traore, który drugi raz w tym meczu stanął przed Gikiewiczem i tym razem zdołał oddać groźny strzał, który bramkarz Śląska instynktownie sparował na rzut rożny.
Po przerwie obraz gry nie uległ znacznej zmianie – Lechia nadal starała się panować w środku boiska. Na szczęście dla gospodarzy, Pawłowski fatalnie pomylił się przy rzucie rożnym, wypuszczając piłkę z rąk po interwencji w powietrzu, a z prezentu bez problemu skorzystał Voskamp, pakując piłkę do siatki płaskim strzałem. Goście odpowiedzieli niemal natychmiast, gdy zza pola karnego przymierzył Surma, ale piłkarz Lechii mógł się co najwyżej złapać za głowę po tej próbie, bo szczęścia, a w zasadzie centymetrów, zabrakło niewiele.












