Bogate w emocje, bramki i momentami chaos spotkanie miało miejsce w Stuttgarcie. Piłkarze VfB podejmowali bowiem drużynę Jakuba Błaszczykowskiego, Borussię Dortmund. Długo w tym meczu utrzymywał się remis, lecz w ostatnim kwadransie aż trzy gole gospodarzy dały im przekonujące zwycięstwo.
W pierwszym niedzielnym spotkaniu na Mercedes-Benz Arena w Stuttgarcie piłkarze miejscowego VfB podejmowali coraz lepiej spisujących się graczy Jurgena Kloppa, Borussię Dortmund. Obie ekipy po skromnych zwycięstwach w poprzedniej kolejce z nadzieją przystępowali do tego starcia. Gospodarze powoli wychodzą z dolnych rejonów tabeli, Borussia zaś bardzo blisko trzyma się czołówki ligowej i nie zamierza tego kontaktu stracić. Rywalizacja rozpoczęła się bardzo spokojnie. Futbolówka przez większość czasu gościła w środkowych rejonach boiska, czekając na uruchomienie napastników obu drużyn. Pierwszą groźną sytuację mogliśmy odnotować w ósmej minucie, kiedy to doszło do nieporozumienia między Jensem Lehmanem a środkowym obrońcą Stuttgartu, Georgiem Niedermeierem. Defensor zderzył się z golkiperem, który wypuścił piłkę z rąk. Do niej dopadł Kevin Großkreutz i płaskim uderzeniem starał się pokonać byłego reprezentanta Niemiec. Ten jednak popisał się świetną interwencją i mieliśmy tylko rzut rożny dla gości.
W 14. minucie futbolówka po raz pierwszy niedzielnego popołudnia wpadła do siatki. Piękne, prostopadłe podanie na lewym skrzydle od Aliaksandra Hleba otrzymał Cristian Molinaro. Włoch płasko dośrodkował w okolice piątego metra, gdzie doszło do zamieszania. W nim najsprytniejszy okazał się Paweł Pogriebniak, który stylem Thierry’ego Henry’ego ręką skierował piłkę do bramki. Tego przekroczenia przepisów arbiter nie zauważył, a Rosjanin mógł mieć powody do radości, gdyż oszukał wszystkich na stadionie. Doskonałą okazję do wyrównania w 20. minucie miał Patrick Owomoyela. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego najwyżej w powietrze wyskoczył właśnie Niemiec, który uderzył minimalnie nad poprzeczką. W dalszej części pierwszej odsłony gra toczyła się w spokojnym tempie. W posiadaniu piłki byli głównie goście, którzy starali się konstruować groźne ataki. Próby te zazwyczaj jednak kończyły się w okolicy 16. metra od bramki Jensa Lehmana, gdzie skutecznie grali defensorzy. Piłkarze Stuttgartu swoich szans natomiast szukali w kontrach, gdyż rezultat 1:0 był dla nich rzecz jasna korzystny.
Goście na drugą połowę wyszli z mocnym postanowieniem poprawy i szybkiego wyrównania. Blisko jednak było, by te plany zawodnicy „BVB” musieli odłożyć. Już na początku, po wznowieniu gry przez arbitra, po ewidentnym faulu na piłkarzu VfB mieliśmy rzut karny. Jego wykonawca, Ciprian Marica, chyba za nonszalancko podszedł do swojego zadania i trafił tylko w poprzeczkę. Śmiało można powiedzieć, że Borussia powróciła z dalekiej podróży.
W 55. minucie można było rzec, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Świetne podanie otrzymał Kevin Großkreutz, który wybiegł sam na sam z bramkarzem Stuttgartu. Nie wiedzieć czemu, młody obrońca zatrzymał się tuż przez doświadczonym Jensem Lehmanem, jakby nie miał pojęcia, co dalej z futbolówką uczynić. Na szczęście w porę nabiegał Lucas Barrios, który trafił do bramki strzeżonej jedynie przez obrońcę VfB i na tablicy świetlnej, zamiast rezultatu 2:0 dla gospodarzy, widniał remis 1:1. To wszystko sprawiło, że mecz stał się bardzo chaotyczny. Grę bogatą w proste błędy prezentowali szczególnie podopieczni Christiana Grossa. Po niewykorzystaniu „jedenastki” i późniejszej stracie gola, widać było, że ich boiskowe poczynania nie wyglądały tak dobrze jak w premierowej odsłonie. Brakowało między innymi precyzji, siły i koncentracji, co zapewne wynikało z niekorzystnego przebiegu drugiej części meczu.








