Spotkanie zamykające trzecią rundę T-Mobile Ekstraklasy pomiędzy PGE GKS-em Bełchatów a Lechem Poznań zakończyło się prawdziwą kanonadą łotewskiego napastnika „Kolejorza”. Rudnev zdobył dla klubu z Wielkopolski klasycznego hat-tricka, nie dając rywalowi szans na korzystny wynik.
Od początku rywalizacji byliśmy świadkami dynamicznego, ciekawego widowiska, które stworzyły obydwa zespoły. Najbliżej otwarcia wyniku, już w 5. minucie, był Żewłakow, który strzałem głową na tyle zaskoczył Kotorowskiego, że futbolówka wylądowała na poprzeczce. Zresztą napastnik gospodarzy był bardzo aktywny w pierwszych momentach gry, co pokazała okazja z 18. minuty. Jeden z najbardziej znanych bliźniaków w Polsce opanował piłkę po świetnej kontrze bełchatowian, po czym ze stoickim spokojem obrócił się w stronę bramki Lecha, jednak piłka po jego strzale minimalnie minęła słupek.

Można powiedzieć, że to Lech posiadał inicjatywę, jednak okazje bramkowe stwarzali gracze Pawła Janasa. PGE GKS Bełchatów czekał na swoje okazje z kontrataku, czasami starając się tworzyć atak pozycyjny. W przypadku obydwu drużyn brakowało jednak najważniejszego – ostatniego podania. Bełchatowianie mieli znakomitą okazję po pół godzinie gry, gdy Kosowski ruszył prawą stroną i dośrodkował piłkę w pole karne. Nowak zdołał dotknąć piłki czubkiem buta, która pofrunęła ponad bramką.
Ostatnią przed przerwą akcją okazała się sytuacja z 40. minuty, w której Nowak wypatrzył lepiej ustawionego Barana. Pomocnik PGE GKS-u Bełchatów strzelił, ale piłka minęła światło bramki. Po zmianie stron gracze Lecha zdołali wyjść na prowadzenie, gdy wynik spotkania otworzył Rudnev. Łotysz wyszedł sam na sam z Sapelą, a sędzia puścił grę pomimo pozycji spalonej snajpera Lecha.
Chwilę później zrobiło się już 2:0, a drugą bramkę dołożył Rudnev. Ponownie pokazał się duet Stilić – Rudnev, a pierwszy z nich przejął piłkę po błędzie Sapeli i wystawił ją idealnie koledze z zespołu. Po niemal godzinie gry Lech prowadził więc dwoma bramkami. Pięć minut później było już 3:0, a gracz „Kolejorza” zaliczył klasycznego hat-tricka. Łotysz błysnął indywidualną akcją, po której nie dał szans Sapeli i pewnie wykorzystał tę sytuację.
Po kontrowersjach pierwszej bramki zdobytej przez Rudneva, przyszedł czas na 66. minutę. W pole karnym ruszył Nowak, który znalazł się w sytuacji sam na sam, ale sędzia nie zauważył faulu Kotorowskiego na napastniku bełchatowian. Goście kontrolowali poczynania boiskowe rywala po trzecim trafieniu Rudneva, a do końca meczu bramek już nie obejrzeliśmy. Lech inkasuje komplet punktów po wyrównanej pierwszej połowie i deklasacji rywala po zmianie stron.











