Zaczyna się tak jak zawsze. Optymizm, wiara, wielkie oczekiwanie na pierwsze zgrupowanie. Potem treningi, dobre informacje, niecierpliwość przed dniem powołań. Przewidywanie składu, kibice żegnający piłkarzy na lotnisku z okrzykami „Wrócicie z medalami!”. A potem koniec. Odarcie z marzeń. I nawet z łóżka w poniedziałek nie chce się wstawać. Skąd my to znamy? I dlaczego musimy poznawać to wciąż na nowo?
https://twitter.com/Sikorka_92/status/1011122144649138176
Klucz do sukcesu
Na pytanie, co jest najważniejsze w sporcie, każdy odpowie nieco inaczej. Bo jeden stwierdzi, że talent, inny, że zaangażowanie, a jeszcze inny, że szczęście. Każdy z nich po części będzie mieć rację. Bo sukces jest sumą wielu czynników, aby go osiągnąć musi zostać spełniona przynajmniej połowa z nich. Niemożliwe jednak jest zwycięstwo bez wiary i nastawienia. Kluczem jest tutaj słowo mentalność.
Patrząc na skończony już dla nas mundial, rzuca się w oczy brak zaangażowania. Brak zrywu i walki. A jeżeli już, to jej śladowe ilości trwające kilka minut. Popatrzmy przez chwilę na grę Chorwatów. Żywiołowy i impulsywny naród, często się kłócący. Ale na boisku wszystko „gra”. Tam każde dogranie jest celne, a każda strata niwelowana. Poszukajmy tego u nas. Gwarantuję, że nie znajdziemy.
Zastanówmy się więc nad jedną rzeczą – dlaczego? Być może odpowiedź nie jest tak trudna do znalezienia. Już po wylosowaniu grupy zarówno selekcjoner Nawałka, jak i kapitan Lewandowski mówili o „trudnej i wyrównanej grupie, w której nie jesteśmy faworytami”. Na pytanie o to, co będziemy mogli uznać za sukces, dało się słyszeć, że wyjście z grupy. Senegal miał prezentować silny i szybki futbol, Kolumbia technikę, a Japonia waleczność. A co my mieliśmy zaprezentować?
Dlaczego od samego początku piłkarze na konferencjach nastawiali nas na to, że to rywal będzie faworytem i będzie dominował w spotkaniach z nami? Ani razu nikt nie wspomniał o tym, że to my przejmiemy kontrolę nad meczem. Był to bardzo niepokojący sygnał, którego nikt nie wychwycił. A rzucił się w oczy już od pierwszej minuty starcia z Senegalem. Myśmy po ludzku się bali. Baliśmy się cofniętego do granic Senegalu nastawionego jedynie na kontry. Piłka podawana wszerz boiska nabijała jedynie statystki. Oddaliśmy przeciwnikowi dwa gole. Frajersko, bez honoru…











