Polacy pojadą na Euro 2016 do Francji. Sam awans jest sukcesem, ale nie należy go przeceniać. Wszak żaden z dotychczasowych trenerów reprezentacji narodowej ze swoją ekipą nie miał tak ułatwionej drogi na mistrzostwa jak obecny selekcjoner.
Przy ocenie postawy „Biało-czerwonych” i powszechnym hurraoptymizmie, który – znając życie – już wkrótce przetoczy się przez media, warto przypomnieć, że we wcześniejszych latach druga lokata w tabeli umożliwiałaby nam tylko grę w barażach. Oczywiście to nie wina selekcjonera, że zasady promocji uległy zmianie. Nawałce i jego ekipie należą się gratulacje za awans w niezłym stylu, ale osiągnięcia kadry nie należy też przeceniać. Nie zapominajmy, że wywalczone kwalifikacje na piłkarskie imprezy w ostatnich kilkunastu latach wcale nie znalazły przełożenia na dobrą grę reprezentacji już w samych turniejach głównych.
Bez farbowanych lisów
Obecnemu selekcjonerowi trzeba oddać, że zbudował nie tylko zespół, który w eliminacjach przegrał zaledwie jedno spotkanie, ale przede wszystkim stworzył zgrany kolektyw, dobrze dogadujący się ze sobą również poza boiskiem. Nawałce w czasie walki o awans do finałów mistrzostw Europy przyszło mierzyć się z wieloma trudnościami, ale w zasadzie z wszystkich tych sytuacji selekcjoner wychodził obronną ręką. Szybko udało się zminimalizować stratę związaną z kontuzją Jakuba Błaszczykowskiego, zażegnać rzekomy (?) konflikt byłego pomocnika BVB z Robertem Lewandowskim (dodatkowo podsycany zmianą na stanowisku kapitana reprezentacji) czy też rozwiązać problem (tutaj kolejny znak zapytania) obecności w drużynie narodowej tzw. farbowanych lisów. Wyłączając Thiago Cionka (powoływany na mecze, ale w eliminacjach nie wystąpił), w kadrze Nawałki nie ma już miejsca dla „zawodników z odzysku” – Perquisa, Boenischa czy Polanskiego – co nie tylko pozytywnie wpłynęło na odbiór reprezentacji przez kibiców, ale i chyba trochę oczyściło atmosferę w zespole.
Trenerski nos nie zawodził

Selekcjonerowi oddać też trzeba, że miał wyjątkowego nosa do personalnych decyzji. Przed startem eliminacji niewielu spodziewało się, że w pewnym momencie kluczowe role odegrają młokos Arkadiusz Milik (wcześniej bez większego doświadczenia w kadrze), odkurzony po kilku latach Sebastian Mila, powracający do drużyny narodowej na pierwszy mecz z Irlandią Sławomir Peszko czy obdarzony od początku sporym kredytem zaufania Krzysztof Mączyński. Kilku innym zawodnikom w trakcie minionych eliminacji udało się osiągnąć życiową formę. I tutaj należy się zastanowić, czy wpływ na postawę Glika i Krychowiaka miał rzeczywiście trener Nawałka, czy może dobra dyspozycja w kadrze była jednak przede wszystkim efektem piłkarskiego rozwoju, jaki ci zawodnicy poczynili dzięki regularnym występom w czołowych ligach zagranicznych. Należy też zaznaczyć, że dwaj wymienieni piłkarze nie są odkryciami aktualnego selekcjonera. Obaj na stałe do kadry trafili już za kadencji Waldemara Fornalika, ale dopiero u jego następcy zaprezentowali w narodowych barwach grę na najwyższym poziomie. Podobnie było z Robertem Lewandowskim, który w zakończonych eliminacjach w końcu stał się prawdziwym liderem drużyny, a jego dobra postawa znalazła przełożenie na imponujący dorobek bramkowy („Lewy” strzelał gole w 6 z 10 spotkań).












