Już 3. lipca na Malcie rozpoczną się mistrzostwa Europy U19. Podopieczni Marcina Brosza na inaugurację turnieju zmierzą się z rówieśnikami z Portugalii. Na liście powołanych zawodników nie brakuje nazwisk znanych z regularnej gry w ekstraklasie czy młodych talentów z Europy. Kim i o co będziemy walczyć na międzynarodowej arenie? Przedstawiamy najważniejsze fakty przed startem turnieju.
Reprezentacja Polski U19 jest już na Malcie i przygotowuje się do swojego pierwszego spotkania, które rozegrają 3. lipca. Po pokonaniu Łotwy i remisach z Izraelem i Serbią, Polacy zajęli pierwsze miejsce w grupie eliminacyjnej i już w marcu byli pewni wylotu na turniej. Trener Marcin Brosz miał przed sobą trudne zadanie, przygotowania młodych, zdolnych zawodników do starcia z Portugalią, gospodarzami turnieju i reprezentacją Włoch.
Przed czempionatem zawodnicy szlifowali formę w Opalenicy. Zagrali tam również dwa mecze sparingowe – z Koroną Kielce, który zremisowali 1:1 (gola dla reprezentacji zdobył Jordan Majchrzak) i z Wartą Poznań 1:0 (gol – Igor Strzałek). Bezpośrednio po tych dwóch meczach poznaliśmy wąską, 21-osobową kadrę, która poleciała na Maltę. Marcin Brosz zadecydował, że nie skorzysta z Dawida Drachala, Jakuba Antczaka, Alberta Zarównego i Davida Hyjka.
Ekstraklasowe twarze
Wśród powołanych znalazło się miejsce dla siedmiu piłkarzy z zespołów PKO BP Ekstraklasy. Jednym z najbardziej wyróżniających się nazwisk jest niewątpliwie Igor Strzałek.
19-letni „Legionista” coraz śmielej przedstawiał się publiczności w minionym sezonie. W ekstraklasie zaliczył debiut w wyjściowej jedenastce stołecznego zespołu i często widzieliśmy go wchodzącego z ławki. Przyczynił się do awansu do finału w Pucharze Polski, zdobywając jedynego gola w półfinale z KKS Kalisz. W kadrze Brosza rozegrał komplet meczów eliminacyjnych, w których raz asystował. Mocne strony? Z pewnością umiejętności techniczne i mocny udział w konstruowaniu akcji ofensywnych zespołu.

A skoro wspomnieliśmy o nadprzeciętnej technice, to nie sposób przejeść obojętnie obok Tomasza Pieńki. W zespole Zagłębia Lubin najczęściej gra na skrzydle, bądź „dziesiątce”, w kadrze – napastnik. Oglądając jego grę na przestrzeni sezonu, mimo że głównie wchodził z ławki, wnosił on do zespołu Waldemara Fornalika wiele odwagi i pewności siebie. Nie raz imponował dryblingiem – chociażby tak, jak w meczu ze Śląskiem Wrocław. To, czego mu ewentualnie brakowało to lepsza decyzyjność i wykończenie. Akurat tego wymaga się od klasowej „dziewiątki”, a właśnie tam będzie grał Polak na mistrzostwach Europy.










