Wiadomo nie od dziś, że bez odpowiedniej atmosfery w szatni trudniej gra się o najwyższe cele, a zgranie drużyny też nie jest wówczas zbyt dobre. Kiedy zawodnicy podzieleni są na grupy, gdzie jedni się przyjaźnią, a za drugimi nie przepadają, wtedy zazwyczaj nic nie układa się tak, jak powinno. Do czego zmierzam? Do sytuacji reprezentacji Polski, gdyż już od dłuższego czasu po prostu widać, że kadra podzielona jest na obozy.
Skrzydłowy reprezentacji Polski, Maciej Rybus, twierdzi, że już ten problem nie istnieje: – Na ile zmienił się nasz zespół, okaże się w niedzielę. Wydaje mi się, że teraz atmosfera w kadrze jest bardzo dobra. Wcześniej mówiono o podziałach i grupkach w drużynie. Teraz tego nie ma i wszyscy trzymamy się razem. Może faktycznie, lecz dlaczego na boisku wygląda to zupełnie inaczej? Podczas oglądania meczu każdy widzi, że ta kadra jest zupełnie niezgrana. OK, faktem jest, że co chwila ktoś wypada, a na jego miejscu pojawia się ktoś nowy, że kadrowicze rozproszeni są po wielu europejskich klubach, że brak nam fundamentu w postaci stałej czwórki obrońców. Inni zauważają, że takie nacje jak Niemcy czy Hiszpania większość swych reprezentantów mają w jednej lidze i to właśnie z tego wynika ich bardzo dobre zgranie. Ale czy można poradzić sobie bez tego udogodnienia? Oczywiście, że można, wystarczy chcieć. A patrząc z boku na naszą reprezentację, tej chęci nie widać.
Pytanie, jakie każdy zadaje sobie, myśląc o reprezentacji Polski, brzmi: co zrobić, aby było lepiej? Można wykreować lidera, który postara się zjednoczyć całą grupę. Problem tkwi w tym, że takiego lidera nie ma. Ani Lewandowski, ani Szczęsny, Boruc, Piszczek, a nawet Błaszczykowski nie potrafią tego dokonać, mimo że są bardzo dobrymi zawodnikami. Może selekcjoner, ale przypomnijmy sobie ostatnich trzech trenerów: Smuda – praktycznie zero kontroli nad zespołem, Fornalik – to jemu Lewandowski miał pomóc wdrożyć się do drużyny, Nawałka – niby najmocniejszy charakter, ale po tych kilku meczach nie widać, by przekładał się on na poczynania boiskowe. A wystarczy spojrzeć w przeszłość. Przecież nigdy nie byliśmy taktyczną potęgą ani nie zachwycaliśmy nadzwyczajnymi umiejętnościami. Zyskiwaliśmy sprytem, zespołowością, przebiegłością, zaangażowaniem, walką, do czego dokładane były poszczególne talenty. Doskonały przykład stanowi dwumecz z Anglikami w 1973 roku. Pierwszy mecz wygrany 2:0 w Chorzowie, drugi, jak wiadomo, remis na Wembley osiągnięty dzięki niesamowitym predyspozycjom jednostki.
W wypowiedziach i różnych materiałach wideo z przygotowań reprezentacji widać progres. Piłkarze chętniej ze sobą rozmawiają, uśmiechają się do siebie i wspólnie oddają zabawie. Postęp w tym aspekcie widać nawet na konferencjach prasowych, gdzie śmiechu nie brakuje. Bardzo pozytywne było #IceBucketChallenge w wykonaniu naszej drużyny narodowej.










