„Emocje po kadrze opadły, było nieźle, ale mogło być lepiej. Jednak już niedługo rusza Liga Mistrzów i Liga Europy i będę mógł kibicować co tydzień naszym najlepszym drużynom w występach grupowych”, nie powiedział nikt w Polsce. Nasze ukochane Legie, Lechy, Jagiellonie czy Arki poodpadały, zanim zabawa się zaczęła. Jak pisać o tym inaczej niż prześmiewczo? Przedstawiamy Wam możliwości, które pozwolą naszym drużynom emocjonować się występami poza krajem.
Mamy tyle samo przedstawicieli w Europie co San Marino, Gibraltar, Mołdawi… a nie, Mołdawia ma. Wyprzedzają nas między innymi Kazachstan i Azerbejdżan. Jesteśmy klubowo nie trzecim, a siedemnastym światem piłkarskim. Można to jednak zmienić…
Tworząc własne rozgrywki!

Wyobraźcie sobie, że gramy w Lidze Mistrzów biedy piłkarskiej. Moglibyśmy rywalizować z drużynami z Gibraltaru, San Marino, Lichtensteinu… Mogłaby być w niej nawet ekipa z Watykanu, co za różnica? Przecież i tak szansę na prawdziwą Ligę Mistrzów mają takie same jak mistrz Polski.
Rozgrywki mogłyby się odbywać bez eliminacji (co by nie można było z nich odpaść) i wyglądałoby to w sposób taki, że czołowe drużyny najgorszych krajów grałyby odpowiednio:
Mistrz – Liga Mistrzów Biedy Piłkarskiej.
Miejsca 2–4 – Liga Europejskiej Biedy Piłkarskiej
Mogłyby się do niej zgłaszać ligi, które w ostatnich dwudziestu latach nie miały co najmniej pięciu przedstawicieli w Lidze Mistrzów UEFA. To całkiem ciekawe rozwiązanie, myślę, że mistrz Polski (nawet jak zostanie nim GKS Katowice) byłby zdecydowanym faworytem takich rozgrywek, w Lidze Europejskiej biedy piłkarskiej mogłoby być różnie, biorąc pod uwagę wyczyny naszych drużyn w tych prawdziwych rozgrywkach… To jedna z możliwości – a co gdyby okazało się, że piłka nożna to jeden wielki spisek i wszystkie najlepsze ligi są opłacane przez mafię?
Wielkie wykluczenia w Europie
Wyobraź sobie, że ktoś w cudowny sposób odkrył, że piłka nożna tak naprawdę jest sterowana przez mafię. Ale wyłącznie w najsilniejszych ligach piłkarskich, na przykład w Anglii, Włoszech czy Hiszpanii. Po odkryciu tego precedensu ligi te zostają wykluczone z FIFA i UEFA i tym samym nie mają prawa do występowania w europejskich pucharach. Co wtedy? Wtedy szansę na zaprezentowanie się miałyby kraje z ósmego świata piłkarskiego.
Pytanie tylko, czy to wiele zmieniłoby w naszej sytuacji klubowej? Wszak Legia odpadła z mistrzami Mołdawii i Kazachstanu, Lech odpadł z czwartą drużyną ligi holenderskiej, a o „Jadze” czy Arce nie wspomnę, bo z góry było wiadomo, że oni odpadną z tych rozgrywek szybciej, niż Mateja spadał na bulę w Planicy. Po wykluczeniu wszystkich najlepszych drużyn z Ligi Mistrzów nasza droga byłaby łatwiejsza, gdybyśmy tylko poradzili sobie z innymi tuzami światowej piłki: Astaną czy Utrechtem. Po awansie do takich rozgrywek moglibyśmy doczekać się nawet wyjścia z grupy, chociaż zapewne zjedzeni przez presję polscy zawodnicy po wielkiej walce mieliby w grupie bilans bramkowy 8–35 i trzy zdobyte punkty.










