Polonia Warszawa pokonała na wyjeździe Wisłę Kraków 1:0. Bohaterem gości okazał się Szultes, który zdobył jedyną bramkę spotkania. Gospodarze kończyli mecz w dziesiątkę, ponieważ w 57. minucie czerwoną kartkę otrzymał Diaz.
Spotkanie rozpoczęło się od… kilkuminutowej przerwy. Już na początku groźnie wyglądającego urazu doznał Paljić, który zderzył się w powietrzu z Szultesem. Zawodnik stracił przytomność i potrzebna była pomoc karetki, która zabrała piłkarza. Kiedy sytuacja została opanowana, a piłkarze wrócili do gry, ładną akcją popisał się Małecki, który po rajdzie lewą stroną wyłożył piłkę Meliksonowi na dziesiąty metr, ale jego uderzenie zablokował Jodłowiec.

Chwilę później w odpowiedzi atakowała Polonia, ale piłka po strzale Szultesa minęła słupek. W 14. minucie uderzeniem z 20 metrów próbował Wilk, ale futbolówka o centymetry minęła bramkę.
W tym fragmencie spotkania gra była dość wyrównana i żadnej ze stron nie udało się zdominować przeciwnika. Nieco aktywniejsi byli podopieczni Kazimierza Moskala, ale Polonia skutecznie rozbijała ich ataki. Warto dodać, że swoje akcje Wisła przeprowadzała niemal wyłącznie lewą stroną boiska, gdzie urzędował aktywny od pierwszych minut Małecki.
Z biegiem czasu gra się zaostrzyła, a to głównie za sprawą piłkarzy gości, którzy coraz częściej uciekali się do ostrych zagrań. W efekcie spotkanie straciło na płynności, a dobre tempo zamieniło się w chaotyczną kopaninę.

Do końca pierwszej połowy żadnej z drużyn nie udało się już wyjść z tego futbolowego impasu i do przerwy kibice nie obejrzeli bramek. Jeszcze w 42. minucie najładniejszą bramkę sezonu mógł strzelić Szultes, ale jego uderzenie przewrotką było tyleż efektowne, co nieefektywne.
Druga połowa rozpoczęła się od huraganowych ataków gospodarzy. Podopieczni Moskala postanowili szybko wyjść na prowadzenie, czego efektem były kolejne akcje wiślaków i skomasowana, niemal rozpaczliwa obrona polonistów. Gospodarze przypominali jedenastu gniewnych ludzi, żądnych skalpu w postaci gola.
W 57. minucie okazało się, że najbardziej gniewnym spośród tej grupy był Junior Diaz. Arbiter postanowił jednak ukrócić tę erupcję negatywnych emocji i za bezsensowne uderzenie łokciem wyrzucił wiślaka z boiska. Od tego momentu gospodarze grali w dziesiątkę.












