Polonia Warszawa ograła na własnym boisku Lecha Poznań 1:0. Jedyną bramkę zdobył Edgar Cani, dla którego było to trzecie trafienie w tym sezonie.
Meczem z „Kolejorzem” kibice Polonii uczcili stulecie stołecznego klubu. W trakcie pierwszej połowy spotkania fani przedstawili sektorówkę obrazującą najważniejsze wydarzenia w historii klubu, co dodatkowo uświetnił pokaz sztucznych ogni.

Było to bodaj najciekawsze wydarzenie pierwszej części meczu. Pierwsza połowa statystycznie upłynęła pod dyktando Lecha, który zdecydowanie dłużej utrzymywał się przy piłce. To jednak akcje Polonii wyglądały groźniej. Obu drużynom brakowało dokładnego ostatniego podania, które mogłoby stworzyć stuprocentową sytuację do zdobycia bramki.
Najbliżej trafienia do siatki w 33. minucie meczu był Rudniew. Djurdjević znakomicie wyłuskał piłkę w środku pola i od razu zagrał ją do Stilicia. Bośniak rozejrzał się, a po chwili futbolówka była już pod nogami Rudniewa, który wszedł w pole karne i minął Sadloka. Łotysz miał sporo czasu i miejsca, ale zdecydował się uderzać bez dłuższego namysłu, co było jednak błędem. Piłka zeszła mu z nogi i ostatecznie przeleciała obok bramki strzeżonej przez Michała Gliwę.

W drugiej połowie coraz częściej do głosu zaczęła dochodzić Polonia. Akcje lechitów były przeważnie bezproduktywne, a przewagę w posiadaniu piłki zawdzięczali oni zawodnikom defensywnym, którzy wymieniali między sobą wiele podań. Im bliżej było końca meczu, tym bardziej zarysowywała się przewaga „Czarnych Koszul”, które starały się zepchnąć Lecha do defensywy.
Trener Bakero, chcąc bronić remisu, zdecydował się wprowadzić Drygasa który zastąpił Stilicia. Jednak znana zasada mówiąca o tym, że najlepszą obroną jest atak sprawdziła się i tym razem. Mimo wzmocnienia defensywy to Polonia w samej końcówce zdołała zdobyć zwycięską bramkę.












