Górnik Zabrze nie sprostał wymaganiom, jakie postawiła stołeczna Polonia i przegrał swój pierwszy mecz w Ekstraklasie 0:2. Bramki dla „Czarnych Koszul” zdobyli Sobiech oraz Mierzejewski.
Już w 3. minucie zawodnicy „Czarnych Koszul” stanęli przed świetną okazją do otwarcia wyniku spotkania. Strzałem z dystansu popisał się Mierzejewski, a Sebastian Nowak zdołał jedynie odbić piłkę przed siebie. Do futbolówki ruszył Sobiech, ale piłka po rękach bramkarza Górnika poszybowała na rzut rożny. Pięć minut później fantastyczną wrzutką popisał się Brzyski wprost na głowę Sobiecha, który niepilnowany oddał mocny strzał głową, jednak wprost w Nowaka.

Debiutujący Sobiech w końcu ustrzelił swojego premierowego gola w barwach Polonii Warszawa. Dośrodkowanie z głębi pola na piątym metrze zgrał Trałka, a Sobiech nie miał problemów, by głową umieścić piłkę w siatce. Po niemal pół godzinie gry Bonin ruszył prawą stroną, po czym posłał piłkę w „jedenastkę” Przyrowskiego. Światek zdołał odegrać futbolówkę przed pole karne, a Kwiek oddał mocny strzał, jednak pomocnikowi Górnika zabrakło precyzji.
Po chwili kolejnym strzałem zza pola karnego Przyrowskiego starali się zaskoczyć zawodnicy Adama Nawałki. Tym razem piłkę wystawił Kwiek, a Magiera oddał nieprzyjemne uderzenie, które ostatecznie obronił golkiper „Czarnych Koszul”. Najlepszą okazję do wyrównania Górnik miał w 42. minucie, kiedy Zahorski prostopadłym podaniem otworzył Boninowi drogę do bramki, jednak instynktowną interwencją popisał się Przyrowski.
Po zmianie stron golkiperowi Polonii Warszawa znów we znaki dał się Kwiek, któremu przy strzale z dystansu zabrakło naprawdę niewiele, aby wreszcie wyrównać stan rywalizacji. Kolejna dobra okazja dla Górnika miała miejsce po godzinie gry, kiedy Bonin oddał groźny, jednak znów niecelny strzał z dystansu.

Polonia wykorzystała niemoc przeciwnika, podwyższając prowadzenie dziesięć minut później. Akcję bramkową na lewej stronie zainicjował Gołębiewski, który wszedł za Sobiecha. Zmiennik strzelca bramki dograł piłkę do Bruno na jedenasty metr, a Brazylijczyk jeszcze zdołał oddać ją niepilnowanemu Mierzejewskiemu. Były gracz Wisły Płock położył jeszcze Nowaka i posłał piłkę obok rozpaczliwie interweniującego obrońcy.











