W pierwszym meczu 3. kolejki polskiej ekstraklasy Polonia Warszawa zwyciężyła Zagłębie Lubin 2:1. Ozdobą spotkania była bramka strzelona przez Mateusza Bartczaka, jednak nie zagwarantowała ona nawet jednego oczka piłkarzom „Miedziowych”.
Warszawiacy przystępowali do tego pojedynku jako lider rozgrywek. Podopieczni Jose Marii Bakero nie stracili do tej pory, jako jedyna drużyna, żadnego punktu w Ekstraklasie, co więcej, Sebastian Przyrowski ciągle zachowywał czyste konto. Zagłębie Lubin zajmowało dwunaste miejsce w tabeli z dorobkiem jednego punktu, przez co faworytem tego meczu była ekipa prezesa Wojciechowskiego.

Pierwszą dogodną okazję w meczu miał Piątek, który w 3. minucie otrzymał bardzo ładne, prostopadłe podanie od Bruno. Wychowanek „Czarnych Koszul” nie wykorzystał jednak tej sytuacji, strzelając w boczną siatkę bramki strzeżonej przez Bojana Isailovicia. To właśnie podopieczni Jose Marii Bakero starali się kontrolować grę. Szanowali piłkę, konstruowali akcje i bardzo sumiennie wymieniali między sobą kilka podań, czyhając na błąd obrońców z Lubina. Godną odnotowania sytuacją była ta z 13. minuty. Bardzo ładnym dośrodkowaniem w pole karne z prawej strony boiska popisał się Radek Mynar, tam do piłki wyskoczył Artur Sobiech, ale powracający do składu po kontuzji napastnik nie trafił w piłkę i ta wyszła na aut bramkowy.
W końcu nadeszła 23. minuta spotkania. Dość nieoczekiwanie kibice zasiadający przy ulicy Konwiktorskiej w Warszawie zobaczyli piękną bramką w wykonaniu Mateusza Bartczaka. Defensywny pomocnik „Miedziowych” z odległości około 35 metrów popisał się fenomenalnym strzałem i skierował piłkę do bramki, której strzegł, troszkę wysunięty w tej sytuacji, Sebastian Przyrowski. 31-letni pomocnik zauważył ten błąd i posłał piłkę za kołnierz bezradnego bramkarza gospodarzy.
W pierwszej połowie to była jedyna akcja lubinian. Mogli oni pochwalić się stuprocentową skutecznością, gdyż oddali tylko jeden celny strzał na bramkę i potrafili zamienić go na gola. Poloniści po straconej bramce wzięli się do próby odrabiania strat. W 35. minucie rewelacyjną okazję miał Sobiech, który znalazł się sam na sam z Isailoviciem. Byłemu piłkarzowi Ruchu Chorzów brakło zimnej krwi i uderzył zbyt lekko, co nie było problemem do obrony dla uczestnika mistrzostw świata w Republice Południowej Afryki. W ostatnich minutach próbował jeszcze Bruno, jednak raz przestrzelił zza pola karnego, a za drugim razem trafił w mur ustawiony przez piłkarzy w pomarańczowych koszulkach. Po pierwszych 45 minutach w zdecydowanie lepszych nastrojach byli piłkarze Marka Bajora.
Od początku drugiej połowy spotkania hiszpański szkoleniowiec Polonii desygnował do gry Euzebiusza Smolarka, który zastąpił będącego w słabej formie Łukasza Piątka. Od razu można było zauważyć, że Ebiemu bardzo zależało na pokazaniu się z dobrej strony. W 50. minucie popisał się bardzo ładnym dośrodkowaniu z prawej strony do Adriana Mierzejewskiego, który po przyjęciu piłki na klatkę piersiową i uderzeniu na bramkę minimalnie chybił. Było to pierwsze ostrzeżenie dla piłkarzy Zagłębia.












