W ostatnim spotkaniu piątej kolejki ligowej Polonia Warszawa uległa przy Konwiktorskiej Koronie Kielce. Strzelanie rozpoczął Bruno, wyrównał Edi, a dwa gole na wagę trzech punktów zdobył Niedzielan.
Faworyt tego spotkania mógł być tylko jeden – naszpikowana ligowymi gwiazdami Polonia, która dodatkowo była podrażniona pierwszą utratą punktów w poprzedniej kolejce. Tytuł najlepszego zawodnika sierpnia otrzymał Andrzej Niedzielan i to w jego przebłyskach szansy na korzystny rezultat upatrywali sympatycy przyjezdnych.

Na otwarcie wyniku nie musieliśmy długo czekać – w 7. minucie bramkę „Czarnym Koszulom” podarował Zbigniew Małkowski. Rzut wolny spod linii bocznej boiska wykonywał Bruno. Odnosiło się wrażenie, iż Brazylijczyk dośrodkuje piłkę na głowę któregoś z rosłych zawodników, jednak 24-latek, ku zaskoczeniu wszystkich, zdecydował się na strzał. Futbolówka przetoczyła się po rękach dobrze ustawionego golkipera Korony i w kuriozalny sposób wpadła do siatki. Szybko zdobyta bramka wprowadziła spokój w poczynaniach gospodarzy, którzy kontrolowali grę. Polonistów nie zadowalało jednak jednobramkowe prowadzenie, dlatego dążyli do podwyższenia rezultatu. Takim sposobem gola sprzed pola karnego mogli zdobyć Bruno oraz Trałka. Po stałych fragmentach bliscy trafienia do siatki byli Smolarek i Pietrasiak. Bardzo aktywny był Gancarczyk, który jak treningowe tyczki mijał defensorów kielczan. Korona w odpowiedzi wyprowadziła kilka kontrataków. Jeden z nich zakończył się bramką. Edi Andradina doszedł do piłki po przejęciu w środkowej strefie boiska przez Sobolewskiego i uderzył na bramkę. Futbolówka odbiła się po drodze od spóźnionego Brzyskiego, co kompletnie zaskoczyło bezradnego Przyrowskiego. Swoją szansę miał również Niedzielan, jednak jego strzał głową wylądował ponad poprzeczką.
Druga odsłona spotkania rozpoczęła się niespodziewanie od ataków Korony. Marcin Sasal dał wyraz temu, że jego ekipa będzie grać o pełną pulę, wprowadzając ofensywnie usposobionego Korzyma już w 46. minucie. Kielczanie momentami zamykali Polonię na własnej połowie. Ataki szóstej ekipy poprzedniego sezonu się opłaciły, w 62. minucie Korona wyszła bowiem na prowadzenie. W pole karne piłkę wrzucał Sobolewski, najwyżej wyskoczył Stano, który w przytomny sposób odegrał piłkę do Niedzielana. 31-letni napastnik nie zwykł marnować takich sytuacji i tylko dopełnił formalności, podtrzymując tym samym swoją dobrą passę strzelecką. Podrażnione „Czarne Koszule” po straceniu gola poszły do ataku. W 65. minucie kapitalny strzał z dystansu Sobiecha wybronił Małkowski. Rozochocony reprezentant Polski szczęścia z daleka próbował również pięć minut później, lecz tym razem posłał futbolówkę w trybuny. Atakom gospodarzy towarzyszył nieprzerwanie brak pomysłu, konsekwentna gra defensywna gości przeplatana z mądrze konstruowanymi akcjami ofensywnymi mogła się zaś podobać. Poloniści ograniczyli się tylko do niecelnych strzałów z dystansu Brzyskiego oraz słabego uderzenia Piątka. Kiedy wydawało się, że w tym meczu nie może zdarzyć się już zupełnie nic, rzut rożny wywalczył Niedzielan. Po wrzutce z narożnika boiska piłkę dobrze przyjął Stano, który odwrócił się i uderzył w słupek. Futbolówka trafiła do Ediego, który wstrzelił ją w pole bramkowe, gdzie stał niepilnowany „Wtorek”. Były piłkarz Ruchu Chorzów po raz kolejny dopełnił formalności i może cieszyć się z szóstego trafienia w piątym meczu ligowym.










