Derby stolicy po pierwszej połowie nie mogły zaspokoić apetytów kibiców. Stroną przeważającą była Legia i to ona prowadziła po pierwszej części gry.
Golem zapachniało już w 10. minucie. Dokładne dośrodkowanie Jędrzejczyka spadło wprost na głowę Radovicia. Serb świetne złożył się do tego strzału. Zabrakło jednak szczęścia – piłka wylądowała na słupku. Warto wspomnieć, że bardzo aktywny był Jędrzejczyk, grający dzisiaj na nietypowej dla siebie pozycji prawego pomocnika. Popularny „Jędza” siał spore zagrożenie, schodząc w pole karne jako… środkowy napastnik.

Goście wyszli na prowadzenie w 24. minucie. Atakowany przez dwóch obrońców Ljuboja przytomnie odegrał piłkę do Radovicia, który czekał na ruch partnerów, ale… się nie doczekał. Podobnie jak ataku bardzo pasywnie zachowującego się Sadloka. Postanowił więc strzelić z ostrego kąta. Przyrowski nie miał szans przy obronie tego uderzenia.
Najlepszą okazję do wyrównania poloniści mieli w 40. minucie. Sprytnym przyjęciem Szultes „położył” Rzeźniczaka i Kuciaka, ale… trafił wprost w leżącego bramkarza Legii. Gorącą głową jeszcze nikt nigdy meczu nie wygrał.
Po zmianie stron do głosu wreszcie doszli gospodarze, a sam mecz stał się bardzo otwarty. Niezwykle aktywny w grze ofensywnej był… Jodłowiec. Reprezentant Polski dwukrotnie marnował dogodne sytuacje po stałych fragmentach gry, ale, jak wiemy, sztuka wymaga trzech podejść. W 60. minucie „Jodła” sprytnie wykorzystał chaos, jaki stworzył się w polu karnym legionistów i wpakował piłkę do siatki.
Jedynym celem zarówno Legii, jak Polonii były trzy punkty. Widać to było w determinacji obu zespołów. Akcja co chwilę przenosiła się z jednej na drugą połowę.
W 75. minucie miała miejsce… kolejna niefrasobliwość defensywy gości. Z Kuciakiem zderzył się Sikorski, a do futbolówki dopadł Cani, który instynktownym strzałem głową przechylił szalę meczu na stronę swojej drużyny.
Legia rzuciła się do ataku, jednak bez sukcesu. Najbliżej strzelenia bramki był Żyro do spółki z Ljuboją. Mocny strzał młodego skrzydłowego sparował Przyrowski, a dobitka serbskiego gwiazdora wylądowała na nodze rozpaczliwie broniącego Sadloka. 33-letni napastnik błysnął raz jeszcze, w doliczonym czasie gry. Urwał się obrońcy i miał na nodze piłkę meczową. Znalazła się ona jednak w rękach Przyrowskiego.











