Polonia Warszawa pokonała PGE GKS Bełchatów aż 5:0. Gole dla podopiecznych Piotra Stokowca strzelali kolejno Paweł Wszołek, Tomasz Brzyski, Łukasz Teodorczyk, Wladimer Dwaliszwili oraz Daniel Gołębiewski.
Poloniści wyszli na mecz bardzo zmotywowani. Stwarzali sobie wiele sytuacji od początku spotkania. Pierwsza z nich została wypracowana po sześciu minutach gry. Wtedy to Łukasz Teodorczyk otrzymał dobre podanie od Wszołka, a piłka po jego uderzeniu trafiła w słupek. Po chwili sędzia odgwizdał rzut wolny i tradycyjnie do piłki podszedł Tomasz Brzyski. 30-latek popisał się dobrym strzałem, ale tym razem udało się go wybronić Stachowiakowi.

W końcu po kwadransie gry Wszołek otrzymał piłkę w polu karnym gospodarzy, minął bramkarza i z ostrego kąta skierował futbolówkę do pustej bramki. Po chwili w pole karne dograł Łukasz Teodorczyk, a jeden z obrońców „Brunatnych” popełnił fatalny błąd. Piłka trafiła do Tomasza Brzyskiego, który uderzając w długi róg bramki Stachowiaka, nie dał mu żadnych szans.
Polonia poczuła się jeszcze pewniej i polowała na trzeciego gola. Sztuka ta udała się w końcu „Czarnym Koszulom” w 27. minucie meczu. Strzelcem bramki został Łukasz Teodorczyk, który wykorzystał dobre dośrodkowanie Tomasza Brzyskiego i strzałem głową pokonał Adama Stachowiaka. Po półgodzinie było już 3:0 i gospodarze kompletnie oddali inicjatywę Polonii.

Łukasz Teodorczyk mógł wpisać się na listę strzelców po raz drugi, jednak jego uderzenie z główki wybronił Adam Stachowiak, a dobitka nie trafiła w bramkę bełchatowian. Kolejnego gola mógł także strzelić Paweł Wszołek. Pomocnik „Czarnych Koszul” otrzymał bardzo dobre podanie od Tomasza Brzyskiego i znalazł się w sytuacji sam na sam z Adamem Stachowiakiem, ale skierował piłkę tuż obok słupka. Po pierwszej połowie Polonia pewnie prowadziła 3:0, choć trzeba przyznać, że prowadzenie mogło być jeszcze wyższe.
Po przerwie piłkarze grali już na kilkucentymetrowej warstwie śniegu. W końcu po dziesięciu minutach gry sędzia postanowił zrobić przerwę i nakazał zawodnikom zejście do szatni. Powodem decyzji było zupełnie zaśnieżone boisko. Organizatorzy poradzili sobie jednak z tą wyjątkową sytuacją i odśnieżyli murawę, a także pomalowali linie na czerwono. Po ośmiu minutach przerwy gra w Bełchatowie została wznowiona. W 74. minucie dobrą sytuację miał jeszcze Wladimer Dwaliszwili, który szarżował w polu karnym i uderzył na bramkę Stachowiaka, ale piłka trafiła w słupek. Gruzinowi udało się jednak pokonać golkipera gospodarzy po kilku minutach. Napastnik „Czarnych Koszul” otrzymał podanie od Łukasza Teodorczyka i pewnym strzałem nie dał szans Stachowiakowi. Na tablicy wyników było już 0:4 i wszyscy czekali na końcowy gwizdek sędziego.












