Piotr Stokowiec nie zaliczy swojego debiutu na ławce trenerskiej Polonii do udanych. Warszawianie po raz kolejny rozegrali bezbarwny mecz, co wykorzystała drużyna Widzewa, która przywiezie do Łodzi trzy punkty.
Piotr Stokowiec pracował z zawodnikami Polonii przez tydzień, ale do tej pory prochu nie wymyślił. Doszło co prawda do sporej rewolucji kadrowej – od pierwszej minuty na placu gry pojawili się Gołębiewski, Wszołek, Piątek oraz Brzyski. Nie przyniosło to jednak wymiernych rezultatów, „Czarne Koszule” przegrały przed własną publicznością. Martwi również indolencja strzelecka stołecznego klubu, zawodnicy Polonii w rundzie wiosennej nie trafili jeszcze do siatki rywala…

Pierwsza połowa była dość wyrównana, obie drużyny stworzyły sobie klarowne sytuacje, ale nie umiały ich wykorzystać. Najpierw zaatakował Widzew, już w 14. minucie dobrą okazję zmarnował Panka, z kilku metrów uderzając wprost w Przyrowskiego. Strzałami głową odpowiedział dwukrotnie Gołębiewski, ale żaden z nich nie przekroczył linii bramkowej. W 30. minucie efektownym uderzeniem z woleja popisał się Budka, piłka przeszła jednak obok bramki. Pod bramką Polonii gorąco było także w końcówce pierwszej odsłony, kiedy to sytuacji sam na sam nie wykorzystał Riski, a dobitka Panki trafiła wprost w dobrze ustawionego obrońcę.
W drugiej połowie byliśmy świadkami podobnej gry co w pierwszych 45 minutach. Gospodarze stworzyli największe zagrożenie tuż po wznowieniu gry. Najpierw strzał Trałki wylądował za bramką, później w polu karnym znalazł się Brzyski, ale dużym refleksem wykazał się Mielcarz. Widzew odpowiedział golem w 69. minucie – z chirurgiczną precyzją kapitalne podanie do Budki posłał Panka, 30-letniemu widzewiakowi pozostało tylko dopełnienie formalności. Polonia po stracie bramki wcale nie rzuciła się do ataków, mimo to stworzyła kilka okazji, żadnej z nich nie potrafiła jednak wykorzystać. W 76. minucie strzelenie gola głową celebrowałby Sobiech, gdyby nie golkiper łodzian. W końcówce meczu najlepszą szansę w tym spotkaniu zmarnował Mierzejewski. Potężne uderzenie reprezentanta Polski trafiło zaledwie w słupek.











