Kolejny mecz 4. kolejki T-Mobile Ekstraklasy zakończył się wygraną gospodarzy. Tym razem trzy punkty do swojego dorobku dopisał Widzew, który zwyciężył w Łodzi Polonię Warszawa.
Gospodarze już po kwadransie mieli znakomitą okazję do wyjścia na prowadzenie, którą bezapelacyjnie powinni wykorzystać. Dzalamidze padł w polu karnym po krótkim rozegraniu z rzutu rożnego, a do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Broź, ale nie zdołał pokonać Przyrowskiego. Pierwsze pół godziny należało do gospodarzy, którzy prowadzili grę, ale nie potrafili zdobyć premierowej bramki tego spotkania.

Jeszcze przed przerwą pojawiło się swojego rodzaju rozprężenie w szeregach Widzewa, co skutkowało coraz większą liczbą indywidualnych błędów. Jak się okazało, goście przed zejściem do szatni nie potrafili tego wykorzystać, więc w pierwszej połowie bramek nie obejrzeliśmy.
Ledwie trzy minuty po zameldowaniu się na drugiej połowie, gospodarze zrehabilitowali się za zmarnowany rzut karny przed przerwą. Okachi zachował trzeźwość umysłu w sporym zamieszaniu w polu karnym „Czarnych Koszul” i dał prowadzenie Widzewowi. Już 10 minut później ten sam zawodnik mógł podwyższyć prowadzenie dla gospodarzy, ale strzał okazał się minimalnie niecelny.
Co ciekawe, Widzew po zdobyciu bramki nie ustrzegał się indywidualnych błędów, a co więcej – nie zmniejszył ich liczby. Dobrą okazję dla gospodarzy zmarnował Bruno, który zdecydował się na uderzenie z dystansu, ale nie trafił nawet w światło bramki. Na osiem minut przed końcem gry w polu karnym Polonii pokazał się jeszcze Dzalamidze, który zdecydował się na rajd, ale jego zapędy w ostatniej chwili ochłodził Baszczyński. W doliczonym czasie gry świetną okazję zmarnowali jeszcze gracze „Czarnych Koszul”, gdy z najbliższej odległości uderzona piłka pofrunęła obok bramki.











