Polonia Warszawa wraca do wyścigu o europejski puchary. „Czarne Koszule” wygrały na własnym boisku z Cracovią 2:1 i awansowały na czwarte miejsce w tabeli.
Spotkanie Polonii z Cracovią było bardzo ważne dla obu klubów. Gospodarze musieli wygrać, żeby zachować szansę na awans do europejskich pucharów. Goście nadal marzą o utrzymaniu, dlatego inny wynik niż zwycięstwo ich nie urządzał.

Lepiej w mecz weszli podopieczni Czesława Michniewicza. Już w 4. minucie w pole karne „Pasów” wpadł Dwaliszwili, który wykorzystał prosty błąd Kaczmarka, i dał się sfaulować. Sędzia bez wahania wskazał na wapno. Rzut karny pewnie wykorzystał sam poszkodowany i Polonia prowadziła 1:0.
Gruzin nie zadowolił się jednym golem i nadal stwarzał zagrożenie pod bramką gości. W 16. minucie znów stanął przed szansą, ale jego uderzenie w ostatniej chwili zablokował Żytko. Trzeba podkreślić, że współpraca Dwaliszwiliego z Canim wyglądała na początku tego spotkania bardzo dobrze.
W 28. minucie po faulu na Canim sędzia podyktował rzut wolny dla gospodarzy w okolicach 30. metra. Do piłki podszedł Brzyski, który bezpośrednio uderzył na bramkę, ale jego strzał był odrobinę za lekki i Kaczmarek zdołał wybić futbolówkę na rzut rożny.
Cracovia właściwie na boisku nie istniała. Piłkarze prowadzeni przez Tomasza Kafarskiego byli tylko tłem dla Polonii. Drużyna gospodarzy cały czas dążyła do podwyższenia prowadzenia. W 40. minucie ładnie uderzył Jodłowiec, piłka jeszcze odbiła się od Radomskiego i trafiła w poprzeczkę. Chwilę później pierwszy raz groźną akcję przeprowadzili goście. Z dziesięciu metrów uderzał Visniakovs, ale nieczysto trafił w piłkę i ta przeleciała obok bramki strzeżonej przez Przyrowskiego.

Obraz gry po przerwie niewiele się zmienił. Nadal Polonia atakowała, a Cracovia starała się przedostać pod bramkę przeciwnika. Pięć minut po rozpoczęciu drugiej części gry dobry kontratak przeprowadzili piłkarze Michniewicza, ale zimnej krwi zabrakło Wszołkowi i obrońcy „Pasów” zdążyli mu wybić piłkę w ostatniej chwili.











