Polonii Warszawa nie udało się przerwać passy trzech meczów bez zwycięstwa. W spotkaniu „Czarnych Koszul” z Arką padł bezbramkowy remis.
Arka Gdynia, która na własnym stadionie dobrze prezentuje się w meczach z teoretycznie silniejszymi rywalami, podejmowała kandydata do tytułu mistrza kraju – Polonię Warszawa. Paweł Janas chciał zmienić obraz gry „Czarnych Koszul” z poprzednich spotkań, dlatego zdecydował się na pięć zmian personalnych w pierwszej jedenastce.

Pierwsza połowa nie przyniosła otwarcia wyniku, choć Polonia miała kilka klarownych sytuacji, by pokonać Witkowskiego. Najlepszą z nich zmarnował w 16. minucie Mierzejewski, który otrzymał genialne podanie ze środka pola, po czym minął bramkarza i miał przed sobą pustą bramkę. Zachował się jednak zbyt lekceważąco w tej sytuacji, oddając lekki strzał. Za piłką popędził Noll, który tuż przy linii bramkowej, ambitnym wślizgiem, wybił futbolówkę na rzut rożny.
Aktywny był Bruno, który w pierwszych minutach spotkania dwukrotnie był bliski trafienia do siatki po strzałach z dystansu. Z daleka uderzał również Gancarczyk, po kombinacyjnie rozegranym rzucie wolnym, oraz Gołębiewski, po kontrataku. Żadnemu z nich nie udało się zdobyć bramki. Arka sprawiała duże zagrożenie po rzutach rożnych – dwukrotnie w dogodnej sytuacji znalazł się Rozić, lecz najpierw nieczysto uderzył w piłkę, a później uderzył ponad bramką. W 28. minucie kontrowersyjną decyzję podjął arbiter – Witkowski zagrywał piłkę ręką poza polem karnym, lecz nie został wyrzucony z boiska, sędzia pokazał bowiem jedynie żółty kartonik. Sytuacja ta spowodowała zaostrzenie meczu – zawodnicy zaczęli grać bardzo agresywnie, dlatego ostatni kwadrans pierwszej odsłony stał pod znakiem nieczystej gry w środku pola.
Piłkarze Arki mieli w 52. minucie znakomitą okazję na objęcie prowadzenia. Zespołowa akcja zakończyła się dośrodkowaniem w pole karne, do którego doszedł Ivanovski. Macedończyk stojący na czwartym metrze uderzył zbyt czytelnie i jego strzał nie sprawił problemów Gliwie. W miarę upływu czasu inicjatywę przejmowały „Czarne Koszule”, lecz duże problemy sprawiało im dogranie ostatniego podania. Bardzo niecelnie w 65. minucie uderzał Mierzejewski. Trzy minuty później swoich sił spróbował Pietrasiak, lecz podzielił los poprzednika. W 87. minucie bliżej celu był Burkhart, jednak również jego strzał przeszedł obok bramki. W doliczonym czasie gry obie drużyny zmobilizowały się i były bardzo bliskie strzelenia gola – z półobrotu w trybuny trafił Gołębiewski, a w ramach rewanżu z bliskiej odległości głową pudłował Mawaye.
Mała liczba strzałów oraz sytuacji podbramkowych sprawiły, że kibice zgromadzeniu przy Olimpijskiej nie mogli być zadowoleni z widowiska. Szczęśliwy może być za to Dariusz Pasieka, jego podopieczni zagrali bowiem konsekwentnie w obronie i osiągnęli korzystny rezultat. Pod ścianą znalazła się Polonia, gdyż 12 punktów w siedmiu meczach nie satysfakcjonuje w Warszawie nikogo.











