Fantastyczne spotkanie oglądali kibice w Bytomiu. Gospodarze po zaciętym meczu, w którym nie brakowało ani bramek, ani emocji, pokonali Jagiellonię Białystok 3:2.
Od pierwszych minut meczu to Jagiellonia była stroną przeważającą. Raz po raz szarżował z piłką pod polem karnym gospodarzy Ermin Seratlić, kilka razy groźnie dośrodkowując, ale partnerzy z drużyny nie potrafili tego wykorzystać.

Bramkę pierwsi strzelili gospodarze. Szybkie wznowienie gry od bramki, piłka trafiła pod nogi Barcika, który przebiegł z nią około 20 metrów, i w sytuacji sam na sam z Sandomierskim zachował zimną krew i umieścił piłkę w siatce.
Rozochoceni strzeleniem bramki piłkarze Polonii ruszyli do ataku. W 24. minucie groźnie głową uderzał Killar, ale piłka minimalnie minęła słupek bramki Jagiellonii.
Bramka troszeczkę ostudziła zapał podopiecznych Michała Probierza. Jagiellonia po pierwszych, dobrych w jej wykonaniu minutach, ponownie doszła do głosu dopiero po dwóch kwadransach. Z szesnastego metra groźnie uderzał Lato, ale na posterunku był Juszczyk.

Trzy minuty później było już 2:0. Bardzo dobre podanie od Barcika do Radzewicza, który z łatwością minął obrońców gości i świetnie dograł do znajdującego się na piątym metrze Vascaka, który skierował piłkę do bramki. Jeszcze podopieczni Michała Probierza nie ochłonęli po stracie drugiej bramki, a już musieli wyciągać piłkę z siatki po raz trzeci. Po świetnej akcji Radzewicza i Vascaka piłkę do siatki skierował Jarecki i na tablicy świetlnej było już 3:0. Nie ma się co oszukiwać, takiego wyniku w Bytomiu mało kto się spodziewał.
Poza pierwszymi minutami spotkania, kiedy dominowała Jagiellonia, to Polonia Bytom była zespołem lepszym i w pełni zasłużyła na prowadzenie.
Po przerwie piłkarze wicelidera Ekstraklasy rzucili się do ataku. Już w 50. minucie przyniosło to skutek. Po bardzo dobrej, szybkiej akcji bramkę dla Jagiellonii zdobył Seratlić.
Po bramce dla gości tempo spotkania siadło, Polonia Bytom starała się jak najdłużej utrzymywać przy piłce, a Jagiellonia atakowała bardzo nieporadnie.











